Nocą zabierano je z klasztorów. Akcja X-2 objęła także okolice Wrocławia

Nocą zabierano je z klasztorów. Akcja X-2 objęła także okolice Wrocławia

FOT. Starostwo Powiatowe

Nad ranem do klasztorów wchodziły milicja i UB, a siostry dostawały zaledwie kilka godzin na spakowanie dobytku. W sierpniu 1954 roku komunistyczne władze wysiedliły ponad 1250 zakonnic z dziesięciu zgromadzeń. Wśród nich były elżbietanki ze Świętej Katarzyny, Chrząstawy Wielkiej, Kątów Wrocławskich, Pełcznicy i Zachowic. Część sióstr trafiła do obozu pracy na dwa lata.

  • Akcja X-2 objęła klasztory w kilku miejscowościach
  • W Świętej Katarzynie padły strzały
  • Z klasztoru do obozu pracy
  • Powrót nie zawsze oznaczał odzyskanie klasztoru

Akcja X-2 objęła klasztory w kilku miejscowościach

Władze uznały wybrane zgromadzenia za szczególnie niebezpieczne dla państwa ludowego. Elżbietankom, jadwiżankom, mariankom, boromeuszkom i franciszkankom szpitalnym zarzucano między innymi proniemieckie oraz rewizjonistyczne nastawienie.

Akcję przeprowadzono na terenie województw wrocławskiego, opolskiego i ówczesnego stalinogrodzkiego, czyli katowickiego. Funkcjonariusze mieli działać szybko, często nocą lub nad ranem. Chodziło o to, aby mieszkańcy miejscowości nie zdążyli zebrać się w obronie sióstr.

Zakonnice były zaskoczone i przestraszone. W pierwszych latach po wojnie zajmowały się między innymi opieką nad sierotami, pomocą medyczną i wsparciem dla ubogich. Pamiętały też wojenne aresztowania oraz deportacje, dlatego obawiały się, że zostaną wywiezione w głąb Związku Radzieckiego. Niektóre próbowały uciekać. Jedna z sióstr opuściła się z pierwszego piętra po tyczce, a następnie wsiadła na motocykl. Szybko ją zatrzymano.

Wśród wysiedlonych znalazły się siostry z domów zakonnych w:

  • Świętej Katarzynie,
  • Chrząstawie Wielkiej,
  • Kątach Wrocławskich,
  • Pełcznicy,
  • Zachowicach.

W Świętej Katarzynie padły strzały

W Świętej Katarzynie mieszkały wówczas cztery elżbietanki – dwie młodsze i dwie starsze. Siostry wiedziały, że władze przygotowują akcję, ale nie znały jej terminu ani szczegółów.

Siostra Zofia Hajzler dowiedziała się o planowanych działaniach od milicjanta, którego choremu dziecku robiła zastrzyk. Mężczyzna ostrzegł ją, że „coś się szykuje niedobrego dla sióstr”, ale nie mógł zdradzić więcej, ponieważ obowiązywała go tajemnica.

Nad ranem do drzwi klasztoru zapukał mężczyzna. Gdy siostra Zofia uchyliła drzwi, wsunął nogę w szparę i nie pozwolił ich zamknąć. Zażądał wezwania przełożonej. Zakonnicom odczytano decyzję o zawieszeniu działalności domu, sprawdzono ich dokumenty i polecono spakować rzeczy, meble, wyposażenie oraz żywy inwentarz.

Kiedy siostra Zofia i siostra Eugenia pobiegły na plebanię po księdza, chciały, aby zabrał z kaplicy Najświętszy Sakrament. W ich kierunku padły strzały.

„Wtedy to myślałam, że to już koniec naszego życia” – zeznała siostra Zofia Hajzler.

Wydarzenia wywołały silną reakcję starszych zakonnic. Siostry Ludwika i Patentia dostały ataku serca. Pogotowie udzieliło im pomocy, a następnie przewieziono je do punktu koncentracji w Kraszowicach.

Rano przed klasztorem zgromadzili się mieszkańcy. Część osób płakała, inni protestowali przeciwko działaniom władz. Dwie pozostałe elżbietanki również trafiły do Kraszowic. Z okien obozu widziały, jak ich majątek przeładowywano z ciężarówek do wagonów. Rzeczy nie spisywano, a dobytek był zabierany bez porządku i kontroli.

Z klasztoru do obozu pracy

Po pobycie w Kraszowicach siostry ze Świętej Katarzyny, Pełcznicy, Kątów Wrocławskich i Zachowic przewieziono autobusami z zasłoniętymi oknami. Trafiły do klasztoru w Kobylinie, a następnie do Gostynia. W Kobylinie wcześniej wysiedlono franciszkanów.

W obozie przebywało niemal 150 zakonnic. Do dyspozycji miały jedną kuchnię i dwie łazienki. Prawie połowa internowanych miała więcej niż 60 lat. Najcięższe prace wykonywano w szwalni i na polu, a siostry, które nie mogły podjąć dużego wysiłku fizycznego, zajmowały się kuchnią oraz sprzątaniem.

Warunki były szczególnie trudne zimą. Zakonnice spały na nieogrzewanym strychu. Woda w miskach i dzbankach zamarzała, a na pościeli pojawiały się sople powstające od oddechu.

„Pierwsze miesiące spędziłyśmy w strasznych warunkach. Spałyśmy w nieogrzewanych pomieszczeniach na strychu” – wspominała jedna z sióstr.

Władze próbowały ograniczyć informacje o wywózkach. Zakonnice przewożono zasłoniętymi autobusami, a ich dalszy los pozostawał niepewny. Jedna z sióstr, proszona o zabranie ręcznika i mydła, skojarzyła te polecenia z Auschwitz.

Powrót nie zawsze oznaczał odzyskanie klasztoru

Zmiana sytuacji politycznej w 1956 roku przyniosła początek powrotów. Pierwsze siostry opuściły Kobylin w grudniu tego samego roku, a ostatnie wyjechały dopiero w 1958 roku.

Nie wszystkie zgromadzenia odzyskały swoje domy. Spośród 318 skonfiskowanych budynków klasztornych 130 nie zostało zwróconych zakonnicom. Dla sióstr ze Świętej Katarzyny powrót był możliwy, ale odzyskany budynek przez wiele lat dzieliły z ośrodkiem zdrowia. Działał tam gabinet dentystyczny i przyjmował lekarz internista.

Podobna sytuacja wystąpiła w Kątach Wrocławskich. Klasztor zamieniono na ośrodek zdrowia, a w dawnej kaplicy przez lata funkcjonowała izba porodowa. Wysiedlenie zakończyło się więc formalnym powrotem sióstr, lecz odzyskanie pełnej kontroli nad ich domami zajęło znacznie więcej czasu.

na podstawie: Starostwo Powiatowe.

Ilustracja wykorzystana w artykule została pobrana z zewnętrznego źródła (Starostwo Powiatowe). W przypadku zastrzeżeń dotyczących praw do zdjęcia prosimy o kontakt.

Treści na stronie są opracowywane z wykorzystaniem sztucznej inteligencji