Wrocław znów zamalowuje nienawiść – uczniowie wchodzą do akcji

4 min czytania
Wrocław znów zamalowuje nienawiść – uczniowie wchodzą do akcji

Na ścianie przy Nowowiejskiej farba przykrywała nie tylko bazgroły, ale i treści, które od lat rozlewają się po mieście szybciej niż deszcz po murze. Podczas inauguracji piątej edycji „Murów Mówią” do wałków stanęli uczniowie SP1, a wraz z nimi wrócił prosty komunikat: nienawiść w przestrzeni publicznej nie ma prawa zostać niezauważona. We Wrocławiu to już nie jednorazowy gest, lecz stały wysiłek służb, szkół, wolontariuszy i osób odpracowujących wyroki. Miasto liczy nie tylko zniszczone elewacje, ale też sygnały wysyłane młodszym, którzy codziennie mijają takie napisy.

  • Uczniowie weszli z wałkami tam, gdzie wcześniej były obelżywe hasła
  • Za jednym zamalowaniem stoi cała sieć ludzi i godzin
  • Zgłoszenie zaczyna się od jednego telefonu i nie warto go odkładać

Uczniowie weszli z wałkami tam, gdzie wcześniej były obelżywe hasła

Inauguracja piątej edycji akcji Wrocławskiego Centrum Sprawiedliwości Naprawczej odbyła się w Szkole Podstawowej nr 1 przy ul. Nowowiejskiej. Na murze pojawiały się wcześniej obraźliwe treści, także zakodowane w tagach, swastyki i hasła wymierzone m.in. w policję czy uchodźców. Tym razem ślady wandali zniknęły pod białą farbą, a przy pracy stanęli również uczniowie.

„Nie godzimy się, by nasza szkoła – wyjątkowe, historyczne miejsce, była nośnikiem dla tego typu treści” – mówi Katarzyna Zwierzyńska-Paluszek, dyrektor SP1.

Dyrektorka podkreślała też, że zależało jej na udziale uczniów i że chętnych nie zabrakło. Dla szkoły to nie tylko akcja porządkowa, ale lekcja reagowania na agresję, zanim stanie się czymś oswojonym. Wrocławskie służby zwracają uwagę, że podobne napisy zostawiają osoby w bardzo różnym wieku, a nie wyłącznie młodzież kojarzona z ulicznym graffiti.

Za jednym zamalowaniem stoi cała sieć ludzi i godzin

Wrocław od pięciu lat czyści mury, ławki, tramwaje i inne elementy miejskiego wyposażenia z tego, co ma budzić strach albo pogardę. Według miejskich danych każdego roku znika ponad 3 tysiące nienawistnych napisów, zajmujących łącznie kilka tysięcy metrów kwadratowych. W pięć lat z przestrzeni publicznej usunięto już 20 tysięcy znaków, haseł i symboli.

W tle tej pracy są konkretne liczby, które dobrze pokazują skalę przedsięwzięcia:

  • około 1 tysiąca osób rocznie odpracowuje przy Wrocławskim Centrum Integracji swoje wyroki,
  • daje to mniej więcej 100 tysięcy godzin prac społecznych w skali roku,
  • część z tych osób zostaje potem przy centrum już jako wolontariusze,
  • miasto szacuje, że dzięki temu oszczędza nawet 3 miliony złotych rocznie.

„Takie działania to ważny symbol, ale też element codziennej pracy miasta” – mówi Renata Granowska, wiceprezydent Wrocławia.

Do akcji włączają się nie tylko miejskie jednostki. Pracują przy niej przedszkola, szkoły, biblioteki, kluby sportowe, stowarzyszenia, schroniska, rady osiedli i fundacje. To ważne, bo szybka reakcja często decyduje o tym, czy brama, elewacja albo tramwaj zostaną po prostu oczyszczone, czy przez dłuższy czas będą nosić ślad obelgi.

Zgłoszenie zaczyna się od jednego telefonu i nie warto go odkładać

Urząd i miejskie jednostki przypominają, że usuwanie napisów to tylko jedna strona sprawy. Druga to przerwanie obiegu przyzwolenia, zanim brudny napis zacznie wyglądać jak coś zwyczajnego. Magdalena Wdowiak-Urbańczyk wskazuje, że źródłem mowy nienawiści są często uprzedzenia i brak wiedzy, dlatego równie ważna jak zmywanie farby jest edukacja oraz reagowanie na dyskryminację na co dzień.

Miasto podaje też konkretne kanały zgłoszeń:

  • formularz internetowy Wrocławskiego Centrum Sprawiedliwości Naprawczej,
  • Straż Miejska pod numerem 986,
  • Wrocławskie Centrum Sprawiedliwości Naprawczej pod numerem 71 782 35 24,
  • zarządca budynku – mailowo lub telefonicznie.

Ważne, że zgłaszać można nie tylko wulgarne hasła, ale też wlepki, rysunki i zakamuflowane symbole. Miejsce też nie ma znaczenia – liczy się każdy mur, nawet ten odrapany i zaniedbany. Przy odnowionych kamienicach problem bywa mniejszy, bo mieszkańcy mocniej reagują na zniszczenie. Dobrym przykładem jest budynek przy Prądzyńskiego, gdzie napisy pojawiły się w przejściu bramnym już po remoncie, gdy elewacja była jeszcze na gwarancji i dało się je szybko usunąć.

To ważne także z powodu skali zjawiska przemocy opartej na uprzedzeniach. W pilotażowej diagnozie Stowarzyszenia Nomada 46,5 proc. badanych deklarowało doświadczenie takiej przemocy, a 89,5 proc. z nich przeżyło ją więcej niż raz. Zgłoszenie złożyło tylko 17,1 proc. osób. Najczęściej powodem były narodowość, płeć, pochodzenie etniczne, przynależność do społeczności LGBTQ+ i kolor skóry. W takim obrazie miasta każdy szybki telefon ma znaczenie większe, niż mogłoby się wydawać z ulicy.

na podstawie: Urząd Miasta we Wrocławiu.

Autor: krystian