Wrocław rozszerza domową tarczę bezpieczeństwa o ponad 500 czujników dymu

3 min czytania
Wrocław rozszerza domową tarczę bezpieczeństwa o ponad 500 czujników dymu

Wrocław znowu wysyła do mieszkań małe urządzenia, które mają wyłapać zagrożenie, zanim zrobi się naprawdę groźnie. Do programu „Bezpieczny Wrocław” dołącza teraz ponad 500 czujników dymu, a razem z nimi kolejne czujniki czadu. Sprzęt trafia tam, gdzie ryzyko jest największe – do osób starszych, samotnych, rodzin zastępczych i mieszkań ogrzewanych w sposób, który wymaga szczególnej ostrożności. Za samym rozdaniem stoi jednak coś więcej niż nowy zestaw urządzeń: są szkolenia, instrukcje i rozmowy, które mają sprawić, że czujka nie zawisnie na ścianie tylko po to, by o niej zapomnieć.

  • Strażacy i MOPS rozszerzają akcję o czujniki dymu
  • Szkolenia i wizyty domowe mają sprawić, że sprzęt naprawdę zadziała

Strażacy i MOPS rozszerzają akcję o czujniki dymu

W mieście już wcześniej rozdano 1000 czujników tlenku węgla, a teraz pula wsparcia wyraźnie rośnie. Komenda Miejska Państwowej Straży Pożarnej we Wrocławiu przekazała ponad 650 urządzeń – w tym 542 czujniki dymu i 109 czujników czadu. To kolejny etap programu „Bezpieczny Wrocław”, który krok po kroku wchodzi do mieszkań tam, gdzie domowe bezpieczeństwo bywa najtrudniejsze do sfinansowania samodzielnie.

Wcześniej 400 czujników tlenku węgla trafiło do osób korzystających ze wsparcia Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej we Wrocławiu. Urządzenia były przekazywane bezpośrednio podczas wizyt w domach. Najczęściej dostają je seniorzy, osoby samotne, rodziny zastępcze i mieszkańcy lokali, w których pracują piece na paliwo stałe albo urządzenia gazowe. To właśnie w takich miejscach czujnik może dać kilka cennych minut na reakcję.

„Dla wielu osób, którym pomagamy, zakup takiego czujnika to wydatek, na który zwyczajnie nie mogą sobie pozwolić” – mówi Andrzej Mańkowski, dyrektor Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej we Wrocławiu.

Czujniki pochodzą z ogólnopolskiej akcji „Czujka na straży Twojego bezpieczeństwa”. Dla miasta to prosty, ale bardzo czytelny sygnał: bezpieczeństwo nie kończy się na wielkich inwestycjach, bo czasem zaczyna się od urządzenia, które po cichu czuwa nad nocą w mieszkaniu.

Szkolenia i wizyty domowe mają sprawić, że sprzęt naprawdę zadziała

Sam montaż to dopiero początek. Strażacy przeszkolili pracowników MOPS, żeby ci mogli nie tylko wręczać urządzenia, ale też tłumaczyć, jak je uruchomić i gdzie umieścić. Podczas warsztatów uczestnicy przećwiczyli przygotowanie detektorów do działania, a także ich obsługę. To ważne, bo nawet najlepsza czujka nie pomoże, jeśli ktoś nie będzie wiedział, gdzie ją powiesić albo kiedy wymienić baterię.

„Przekazana została wiedza dotycząca obsługi i montażu tych urządzeń” – podkreśla st. bryg. mgr inż. Krzysztof Gielsa, Komendant Miejski PSP.

Wraz z czujnikami pracownicy socjalni przekazują też ulotki z instrukcją montażu, zasadami użytkowania i wskazówkami dotyczącymi konserwacji oraz wymiany baterii. To detal, który w codziennym biegu łatwo zlekceważyć, a właśnie on decyduje o tym, czy urządzenie będzie działało wtedy, kiedy będzie naprawdę potrzebne.

Strażacy odwiedzili także seniorów z Dziennego Domu Pomocy przy ul. Ciepłej. Podczas spotkania nie ograniczono się do samego wręczenia sprzętu – pokazano, jak działa, wyjaśniono zasady użytkowania i odpowiedziano na pytania uczestników. W takich chwilach widać najlepiej, że bezpieczeństwo nie dzieje się samo. Trzeba je wytłumaczyć, sprawdzić i jeszcze raz pokazać.

„To są dla mnie bardzo ważne urządzenia” – powiedziała Bożenna Turalska, mieszkanka Wrocławia.

Dla miasta to model wsparcia, który łączy dwie rzeczy rzadko spotykane w jednym działaniu: konkretny sprzęt i ludzką rozmowę. Czujniki dymu i czadu trafiają tam, gdzie mogą naprawdę pomóc, a przy okazji ktoś od razu uczy, jak z nich korzystać. Dzięki temu pomoc nie kończy się na przekazaniu pudełka – dopiero wtedy zaczyna działać.

na podstawie: UM Wrocław.

Autor: krystian