Na Ślęży legendy schodzą pod ziemię, a jedna grota wciąż pilnuje tajemnicy

Na Ślęży legendy schodzą pod ziemię, a jedna grota wciąż pilnuje tajemnicy

FOT. Powiat Wrocław

Na Ślęży, którą wielu wrocławian wybiera na weekendowy marsz, pod szlakiem zaczyna się drugi świat. W skałach i jaskiniach żyją opowieści o rycerzach, starcach i skarbach, które nie chcą dać o sobie zapomnieć. Jedna z nich prowadzi do pieczary Władysława, inna do miejsca, gdzie miał czekać wyrok Boży, a jeszcze inna do złota, którego nikt już nie odnalazł. To właśnie te historie sprawiają, że wejście na szczyt potrafi zamienić się w wyprawę po śladach dawnych wierzeń.

  • Skały Władysława i rycerze, którzy nie powinni się budzić
  • Biała strzałka prowadzi do pieczary, w której lepiej milczeć
  • Starcy, złoto i skarb ukryty głębiej niż szlak

Skały Władysława i rycerze, którzy nie powinni się budzić

Ślęża od dawna nie jest tylko górą do zdobycia. W miejscowych opowieściach kryje w sobie siedmiu rycerzy, którzy śpią uzbrojeni i czekają na znak, po którym mają wyjść z ukrycia. Tyle że ich przebudzenie nie ma nic wspólnego z ratunkiem czy chwałą – legenda mówi o otwarciu góry i ogniu, który ma wydostać się z wnętrza, zapowiadając kres wszystkiego, co znane.

Najbardziej rozpoznawalny ślad tej historii prowadzi do Skał Władysława. Dawniej miejsce nosiło niemiecką nazwę Moltkefels, po wojnie zostało przemianowane i dziś przypomina o Władysławie II Wygnańcu. W opowieści, która krąży wokół skał, pojawia się także Piotr Włostowic, pan okolicznych ziem i bliski współpracownik księcia. To właśnie podczas polowania na ślężańskich zboczach miało dojść do rozmowy, która zmieniła się w rodzinną i polityczną katastrofę.

Według legendy książę Władysław zadrwił z żony Włosta, a ten odpowiedział mu ciosem jeszcze bardziej bolesnym – zasugerował zdradę Agnieszki. Plotka szybko zamieniła się w narzędzie zemsty. W wersji przekazywanej przez wieki Włost został później pojmany, oślepiony, pozbawiony języka i wygnany. Z czasem miał odzyskać zarówno mowę, jak i wzrok, ale sama opowieść pokazuje, jak cienka bywa granica między żartem, obelgą i polityczną zagrywką.

Biała strzałka prowadzi do pieczary, w której lepiej milczeć

Do groty związanej z tą historią nie trafia się przypadkiem. Po minięciu Skał Władysława trzeba iść dalej, a potem wypatrywać na drzewie po lewej stronie wyblakłej białej strzałki. To ona wskazuje najdogodniejsze zejście. Znak jest mocno starty przez czas, więc łatwo go przeoczyć, ale właśnie to dodaje miejscu charakteru – nie prowadzi tam żaden wygodny, oczywisty szlak, tylko ślad zostawiony dla tych, którzy wiedzą, czego szukają.

Legenda wiąże tę pieczarę z rozmową Władysława i Włostowica o ich żonach. To miała być chwila lekkiego, zbyt pewnego siebie dowcipu, po którym wszystko wymknęło się spod kontroli. Właśnie dlatego okolica ma w sobie coś z przestrogi. Tu nawet kamienie zdają się przypominać, że język potrafi narobić więcej szkód niż miecz.

Miejsce nie potrzebuje wielkich ozdobników. Wystarczy stroma ścieżka, skały po bokach i świadomość, że od wieków ktoś opowiadał tu o konflikcie, winie i karze. Dla chodzących po Ślęży to ważna podpowiedź: nie każdy ciekawy zakątek jest tylko punktem na mapie. Czasem jest też fragmentem starej historii, która przetrwała dłużej niż dokumenty i kroniki.

Starcy, złoto i skarb ukryty głębiej niż szlak

Drugą stronę ślężańskich opowieści opisuje Gottfried Heinrich Burghart, który w 1736 roku zebrał krążące po okolicy relacje. Jedna z nich pochodziła od Johanna Beera, człowieka pobożnego, ale najwyraźniej także bardzo odważnego. W drugiej połowie XVI wieku miał on zauważyć w górach osobliwe wejście i bez większego namysłu ruszyć dalej, choć nie towarzyszyła mu pochodnia.

W środku czekał ciasny korytarz, który raz zwężał się, raz rozszerzał, aż otworzył się na większą galerię. Tam pojawił się blask dochodzący zza ozdobnych drzwi. Gdy Beer zapukał, drzwi same się rozsunęły. Wewnątrz miał zobaczyć trzech wychudzonych, zasmuconych starców siedzących przy okrągłym stole nad księgą. Zajrzał jeszcze za zasłonę i dostrzegł zniszczone przedmioty oraz ludzkie kości. W legendzie to nie byli zwykli mieszkańcy podziemi, lecz rabusie oczekujący Sądu Bożego i pokuty za dawne czyny.

Burghart przywołał też inną historię – o wędrowcu, który natknął się na wielką jaskinię i znalazł w niej złoto. Zachwycony schował część monet do kieszeni, wrócił do domu, a potem nie umiał już odnaleźć miejsca, w którym leżał skarb. To jeden z tych motywów, które wyjątkowo mocno trzymają się Ślęży: kto raz usłyszy o bogactwie ukrytym w skale, ten będzie patrzył pod nogi trochę uważniej.

Do dziś mówi się, że w podziemiach kościoła stojącego na szczycie może spoczywać cenny skarb. Jedni wiążą go z wojenną historią Niemców, inni uważają, że został ukryty znacznie wcześniej. Niezależnie od wersji efekt jest ten sam – góra wciąż przyciąga ludzi, którzy szukają nie tylko widoków, ale też odpowiedzi. A Ślęża, jak widać, nadal nie powiedziała o sobie wszystkiego.

na podstawie: Starostwo Powiatowe.

Ilustracja wykorzystana w artykule została pobrana z zewnętrznego źródła (Powiat Wrocław). W przypadku zastrzeżeń dotyczących praw do zdjęcia prosimy o kontakt.