Za nazwiskiem ulicy w centrum Wrocławia stoi historia buntu i pracy

FOT. UM Wrocław
W samym środku Wrocławia stoi gmach, który przez lata przyciągał nie tylko studentów, lecz także filmowców. Teraz dawna Biblioteka Uniwersytecka przy ul. Szajnochy ma dostać nowe życie pod opieką Ossolineum. A przy okazji wraca pytanie, kim był człowiek, którego nazwisko wielu mija codziennie bez zatrzymania. Karol Szajnocha nie był postacią z przypisu, tylko jednym z tych XIX-wiecznych twórców, którzy naprawdę dźwigali polską pamięć.
- Dawna biblioteka przy Szajnochy ma dostać drugie życie
- Szajnocha nie był tylko nazwiskiem z tabliczki
- Konspirator, kustosz i człowiek, który pisał mimo ciemności
Dawna biblioteka przy Szajnochy ma dostać drugie życie
W środę 21 kwietnia rektor Uniwersytetu Wrocławskiego i dyrektor Ossolineum podpisali list intencyjny, który otwiera drogę do metamorfozy zabytkowego budynku. Dawna biblioteka, od lat już nieużywana zgodnie ze swoim pierwotnym przeznaczeniem, ma wrócić do miasta jako miejsce związane z książką i zbiorem, a nie tylko efektowna fasada w centrum.
To ważna zmiana, bo ten gmach dawno przestał być wyłącznie architektoniczną ciekawostką. W ostatnich latach częściej oglądano go na planach filmowych niż w codziennym rytmie bibliotecznym. Tu kręcono między innymi nagradzaną „Dziewczynę z igłą”, a ulica Szajnochy stała się jednym z tych wrocławskich adresów, które żyją podwójnie – w miejskim ruchu i na ekranie.
Plan Ossolineum dobrze koresponduje z patronem ulicy. Bo Szajnocha nie był tylko nazwiskiem przyklejonym do tabliczki. Był człowiekiem, który rozumiał wagę porządku, pracy z tekstem i pamięci historycznej.
Szajnocha nie był tylko nazwiskiem z tabliczki
Ossolineum przypomina, że wielu wrocławian kojarzy nazwisko Szajnocha przede wszystkim z ulicą. Tymczasem za tym brzmieniem stoi historia historyka, organizatora pracy bibliotecznej, urzędnika i poety.
„Większość z nas kojarzy nazwisko Szajnocha głównie z ulicą we Wrocławiu. Tymczasem Karol Szajnocha to postać, bez której trudno opowiadać o dziewiętnastowiecznym Ossolineum”.
Tak o patronie ulicy pisze Ossolineum. I trudno się z tym nie zgodzić, gdy spojrzy się szerzej na jego dorobek. Szajnocha należał do najgłośniejszych dziejopisów swoich czasów, a jego książki czytano nie tylko w środowisku naukowym. Inspirowali się nim Henryk Sienkiewicz przy „Trylogii”, Jan Matejko, Józef Ignacy Kraszewski i Wincenty Pol. Szczególną popularność zdobyła „Jadwiga i Jagiełło”.
Sam Szajnocha celował w historię opowiedzianą żywym językiem, bez akademickiego chłodu. W jednej ze swoich prac pisał:
„Mamy dosyć historii pisanych dla historyków, do celów dydaktycznych, potrzebujemy historii dla zwykłych ludzi (…)”
To zdanie dobrze oddaje jego ambicję. Chciał, by przeszłość nie była martwym katalogiem faktów, lecz opowieścią, którą da się czytać z uwagą i emocją.
Konspirator, kustosz i człowiek, który pisał mimo ciemności
Karol Szajnocha urodził się 20 listopada 1818 roku w Komarnie pod Samborem. Jego ojciec był zniemczonym Czechem, matka Polką, ale dom od początku ciążył ku polskości. Ojciec mówił po polsku, związał się z polskim środowiskiem i tak wychowywał dzieci. Sam Karol również wcześnie zaczął się z tym identyfikować, a nawet stopniowo spolszczał nazwisko, które w różnych zapisach brzmiało coraz bardziej po polsku, aż ostatecznie przyjęło formę Szajnocha.
Już jako nastolatek wszedł w świat sprzeciwu wobec zaborczej rzeczywistości. W wieku 16 lat założył z kolegami tajne Towarzystwo Starożytności, które zbierało wiadomości o zabytkach przeszłości. Gdy sprawa wyszła na jaw, wziął odpowiedzialność na siebie. Później, podczas studiów we Lwowie, rozrzucił antyrządowy wiersz w rocznicę Powstania Listopadowego. Został aresztowany i skazany na rok więzienia za „zaburzenie pokoju wewnętrznego”.
Więzienie i brutalne warunki odcisnęły na nim piętno. Przebywał w ciemności, wilgoci i kajdanach aż do połowy 1837 roku, a pobyt ten poważnie nadwyrężył jego wzrok. Uderzyło to także w rodzinę. Ojciec stracił pracę, został aresztowany i wkrótce zmarł, zostawiając żonę z czwórką dzieci.
Szajnocha przez pewien czas nie mógł kontynuować studiów ani nawet swobodnie mieszkać we Lwowie. Żył skromnie, sam się kształcił, dorabiał jako nauczyciel w domach prywatnych, a później jako korektor w redakcjach „Dziennika Mód”, „Lwowianina” i „Rozmaitości”. Pisał wiersze, powieści i dramaty. W 1838 roku wszedł do kolejnej konspiracyjnej grupy, Młodej Sarmacji, która miała własny, odmienny od romantycznego zrywu, sposób myślenia o niepodległości.
W 1853 roku trafił do Zakładu Narodowego im. Ossolińskich we Lwowie jako zastępca kustosza. Jak przypomina Ossolineum, jego praca szybko przełożyła się na konkretne efekty. Uporządkował działania przy tzw. Katalogu Realnym, zwiększając wydajność z około 600 kart katalogowych miesięcznie do blisko 1400.
„Najważniejsze jednak było to, jak pracował” – podkreśla Ossolineum.
Z zachowanych rachunków widać, że jego codzienność była bardziej surowa, niż mogłoby się wydawać. Świece, herbata, cukier, oprawy książek do nabożeństwa, owies na potrzeby transportu – takie zapisy pokazują rytm życia człowieka, który pracował do późna. W 1855 roku wziął dwumiesięczny urlop zdrowotny z powodu wyczerpania.
W tym samym roku ożenił się z Joanną Bilińską. Z przekazów wynika, że była to wielka miłość. Nazywał ją pieszczotliwie „Pupileczką”, „Koreczką”, „Lubą”, a później „Mamuńcią”. To ona stała się dla niego oparciem, gdy pięć lat później niemal całkiem stracił wzrok. Czytała mu, spisywała dyktowane teksty i pomagała pracować nad kolejnymi książkami. Szajnocha korzystał też z własnoręcznie skonstruowanego przyrządu do pisania, który pozwalał mu utrzymać linie tekstu.
Jego najważniejsze dzieło, „Jadwiga i Jagiełło”, ukazało się po raz pierwszy w latach 1855–1856. Drugie, czterotomowe wydanie autor uznał za ostateczne i poprawne. Późniejsze lata przyniosły kolejne ciosy – reumatyzm odebrał mu sprawność nóg i ramion. Zmarł 10 stycznia 1868 roku, mając niespełna 50 lat. Jego pogrzeb na Cmentarzu Łyczakowskim zamienił się w wielką patriotyczną manifestację. Tłumy zebrały się mimo mrozu, a Szajnocha spoczął przy głównej alei.
Wrocławska ulica z jego nazwiskiem nagle przestaje być zwykłym adresem. Przy planach odnowienia dawnej biblioteki i powrotu Ossolineum do tego miejsca biografia Szajnochy nabiera dodatkowego sensu. To opowieść o człowieku, który nie tylko pisał historię, ale też potrafił ją organizować, porządkować i bronić – nawet wtedy, gdy płacił za to zdrowiem.
na podstawie: Urząd Miasta Wrocław.
Ilustracja wykorzystana w artykule została pobrana z zewnętrznego źródła (UM Wrocław). W przypadku zastrzeżeń dotyczących praw do zdjęcia prosimy o kontakt.
Ostatnie Artykuły

Za nazwiskiem ulicy w centrum Wrocławia stoi historia buntu i pracy

Agregat może pomóc w kryzysie. Jeden błąd przy podłączeniu grozi porażeniem

Wrocławski piknik udowodnił jedno. Ekologia może bawić

Most i arena w czerwieni. Wrocław dziękuje za zbiórkę, która poruszyła kraj
![[PIŁKA RĘCZNA] Liga Centralna – WKS Śląsk Wrocław – ENEA WKS Grunwald Poznań 31:29. Lider z Wrocławia dopisał kolejne punkty](/images/mecz/thumbnails/wks-slask-wroclaw-enea-wks-grunwald-poznan-26042026-3129.webp)
[PIŁKA RĘCZNA] Liga Centralna – WKS Śląsk Wrocław – ENEA WKS Grunwald Poznań 31:29. Lider z Wrocławia dopisał kolejne punkty

Dym na Kozanowie. Balkon na ósmym piętrze stanął w ogniu

SPLOTKI wracają do Wrocławia - szydełko, rozmowy i letnie kosmetyczki

90-latka runęła na jezdnię we Wrocławiu - policjanci byli obok w decydującej chwili

Wrocławski PROLOG przyciąga tych, którzy chcą wreszcie napisać własną książkę

Retro pociągi pokażą wrocławskie zakamarki. Można wejść do kabiny maszynisty

Angielski bez szkolnej spiny - wrocławska biblioteka stawia na rozmowę

Maja z Oławy i Bedoes poruszyli sieć. Zbiórka przebiła 80 milionów

Przedszkolaki zamieniły recykling w sztukę. Wystawa pomaga też zwierzętom
![[PIŁKA NOŻNA] Betclic 1. liga – Stal Mielec – Śląsk Wrocław 2:3. Wrocławianie wygrywają po szalonym meczu](/images/mecz/thumbnails/stal-mielec-slask-wroclaw-25042026-23.webp)
