Szkoła po wojnie miała gwoździe zamiast zeszytów i wychodki na mrozie

W podwrocławskich wsiach pierwsze powojenne lata w szkolnych kronikach brzmią jak zapis z innej epoki. Dzieci szły do lekcji przez błoto, uczyły się w zaadaptowanych pałacach i starych budynkach, a czasem do pisania służył im gwóźdź maczany w atramencie. To obraz biedy, improwizacji i codziennego uporu, bez którego odbudowa oświaty nie miałaby szans ruszyć z miejsca.
- Lekcje w pałacu i z jednym ołówkiem na kilka wsi
- Wychodek na dworze i radość z prawdziwej toalety
- Apel, modlitwa i polityczne uroczystości zamiast zwykłej szkolnej rutyny
- Kiedy nauka przegrywała z pracą w polu
- Dorośli uczący się czytać i walka z analfabetyzmem
Lekcje w pałacu i z jednym ołówkiem na kilka wsi
Po wojnie wiejskie szkoły w powiecie wrocławskim działały najpierw dzięki temu, co udało się zdobyć, ocalić albo zaadaptować. Brakowało nauczycieli, ławek, podręczników, papieru i zwykłych przyborów. W niektórych miejscach rok szkolny nie zaczynał się we wrześniu, bo nie było komu prowadzić zajęć ani gdzie ich prowadzić.
W Świątnikach pierwsze lekcje ruszyły dopiero zimą 1946 roku. Początkowo dzieci uczyły się w dawnym szkolnym budynku, później zajęcia przeniesiono do pałacu, który zamieniono na placówkę oświatową. Z dawnych salonów zrobiono klasy, uruchomiono piece i doprowadzono prąd. Do szkoły chodziły dzieci z kilku okolicznych wsi, często pieszo, nierzadko po kilka kilometrów i przez błoto sięgające niemal kolan.
Podobny obraz wyłania się z Chrząstawy Wielkiej. Tam przez pierwsze lata istnienia szkoły tylko jeden uczeń miał rower, którym dojeżdżał na lekcje. Reszta szła pieszo. To nie była ciekawostka, lecz codzienność całych roczników.
W źródłach zachowała się też scena, która mówi o tamtym czasie więcej niż długi opis. W Piotrówku zdolny sześciolatek próbował pisać gwoździem maczanym w atramencie. Taka improwizacja nie była wyjątkiem, tylko symbolem tego, jak bardzo brakowało podstawowych szkolnych narzędzi.
Wychodek na dworze i radość z prawdziwej toalety
Szkolne warunki były surowe także poza klasą. W wielu miejscach sanitariaty stały osobno, zwykle drewniane, nieogrzewane i bardzo niewygodne zimą. Dzieci wychodziły tam w trakcie przerwy, często na mrozie i bez większego komfortu. Dopiero pojawienie się węzła sanitarnego bywało odbierane niemal jak wielkie wydarzenie.
W Kamieńcu Wrocławskim uczniowie klasy ósmej ułożyli nawet żartobliwy tekst o nowej toalecie. W kronice zachował się fragment:
„Węzeł to najpiękniejsze miejsce w szkole,
Węzeł najcudowniejszy ucznia skarb (…)”
Ten ironiczny ton dobrze pokazuje, jak bardzo zwyczajne dziś rzeczy miały wtedy wagę niemal luksusu. Szkoła nie była jeszcze miejscem wygodnym ani nowoczesnym. Była miejscem, które dopiero walczyło o elementarną normalność.
W codziennym funkcjonowaniu ważną rolę odgrywał też woźny. To on dzwonił ręcznym dzwonkiem, pilnował porządku i czystości, a czasem odprowadzał niesfornych uczniów do klasy. Przy tak skromnej obsadzie każda para rąk miała znaczenie.
Apel, modlitwa i polityczne uroczystości zamiast zwykłej szkolnej rutyny
Jeszcze pod koniec lat 40. rok szkolny zaczynano często mszą, a lekcje otwierano modlitwą. Potem rytm szkolnych poranków zaczął się zmieniać. W Kamieńcu Wrocławskim pojawiły się apele, które odbywały się na korytarzu albo na dziedzińcu, zależnie od pogody. Uczniowie zdawali raporty, wygłaszali komunikaty i śpiewali pieśni, a szkolna kronika opisywała to jako stały element dnia.
Szybko doszły do tego uroczystości podporządkowane polityce. Październik stawał się „miesiącem Pogłębiania Przyjaźni Polsko-Radzieckiej”, w listopadzie obchodzono rocznicę rewolucji październikowej, w grudniu świętowano urodziny Stalina, a w lutym pojawiały się gazetki poświęcone Armii Czerwonej. W Świątnikach uczniowie wystawili nawet sztukę „Gospodarz to ja” z okazji II zjazdu partii.
To szkolnictwo miało więc dwa równoległe oblicza. Z jednej strony była codzienna walka o piec, kredę i obecność nauczyciela. Z drugiej – narzucony odgórnie rytuał, który wchodził do klas razem z hasłami, apelami i kronikami.
Kiedy nauka przegrywała z pracą w polu
Najtrudniejsze było jednak to, że wielu uczniów zwyczajnie nie mogło chodzić do szkoły regularnie. Ich rodziny utrzymywały się głównie z roli i hodowli, więc dzieci pomagały w domu i przy gospodarstwie. W sezonie dochodziły prace polowe, zbieranie jagód, grzybów czy owoców na sprzedaż. Nauka schodziła wtedy na dalszy plan.
W Chrząstawie Wielkiej tylko opiekunowie niewielkiej części uczniów wykonywali inne zawody niż rolnik. W dokumentach pojawiały się profesje tak różne, jak listonosz, gajowy, piekarz, leśniczy, krawiec czy maszynista elektrowni wodnej, ale byli to wyjątkowi rodzice, nie reguła. Gdy nieobecności się powtarzały, szkoła wysyłała rodzinom tzw. wykazy karne, choć rzadko przynosiło to wyraźny efekt.
Skutki były przewidywalne. Dzieci opuszczające lekcje częściej miały słabsze wyniki i powtarzały klasę. W tamtym czasie od 10 do 20 procent uczniów zostawało na drugi rok. Niezbyt wielu kontynuowało naukę po ukończeniu sześciu klas. W Świątnikach pojawiał się nawet szkolny żart o dalszej edukacji w „WSPB”, czyli Wyższej Szkole Pasienia Bydła. Śmiech maskował to, co było naprawdę poważne – dla wielu dzieci podstawówka kończyła szkolną drogę.
Dorośli uczący się czytać i walka z analfabetyzmem
Wieczorami do tych samych szkół przychodzili dorośli. Od końca lat 40. organizowano dla nich kursy czytania i pisania, w ramach szeroko prowadzonej akcji walki z analfabetyzmem. Plan był ambitny: wszyscy uczestnicy mieli nauczyć się czytać do 22 lipca 1951 roku.
W gminach Gniechowice i Żórawina zapisano 438 osób nieumiejących czytać i pisać. Nie wszyscy podchodzili do nauki z entuzjazmem, zwłaszcza gdy zaczynały się prace w polu i frekwencja gwałtownie spadała. Mimo tego władze ogłaszały sukces akcji, a szkoły stawały się miejscem nie tylko dziecięcej edukacji, lecz także nadrabiania ogromnych zaległości dorosłych.
To właśnie ten obraz najlepiej domyka opowieść o pierwszych powojennych latach szkolnictwa na wsi pod Wrocławiem. Szkoła była wtedy prowizoryczna, ciasna i biedna. A jednak trwała. Dzięki dzieciom, nauczycielom, woźnym i dorosłym, którzy wieczorem wracali na ławkę, by nauczyć się liter od początku.
na podstawie: Starostwo Powiatowe.
Ostatnie Artykuły

Tramwaje stanęły przed Oporowem. Linie skrócono do Cmentarza Grabiszyńskiego

Wrocławskie zoo zmienia rolę. Coraz mniej pokazuje, coraz bardziej chroni

Miasteczko półmaratonu już żyje. Przed Wrocławiem rekordowy nocny bieg

Tomasz Broda zaskoczył ceramików. Kobalt wytrzymał za pierwszym razem

S8 wychodzi z pól. Na południe od Wrocławia coraz wyraźniej widać trasę

Sara James dostała krasnala we Wrocławiu. Wieczorem zaśpiewa przed półmaratonem

Kombii i Mazowsze na jednej scenie. Wrocław świętował w nieoczywistym rytmie

We Wrocławiu tydzień zamyka program z tłumaczeniem PJM

Wrocławski Rynek pachnie światem. Delicje ruszyły na cały weekend

Żabia Kładka zrzuca rdzę. Remont wchodzi w najtrudniejszą fazę

Świdnicka 21 rośnie po Solpolu. W środku mają być sauna, kino i pokój majsterkowicza

Na Szczepinie podwórka zmienią się w sceny. Pięć spektakli w jeden dzień

Wrocław świętuje cały miesiąc. Program uzupełniają kąpieliska i sportowe nowości

Najsilniejsze trzęsienie w dziejach Wrocławia. Tamten dzień wstrząsnął całym regionem
Przydatne dane teleadresowe
- Młodzieżowy Dom Kultury im. Mikołaja Kopernika we Wrocławiu - kontakt, godziny, zapisy
- Lokalna Komisja Etyczna do Spraw Doświadczeń na Zwierzętach we Wrocławiu - kontakt, wnioski, dokumenty
- Dolnośląski Ośrodek Doradztwa Rolniczego we Wrocławiu - kontakt, godziny i zakres usług
- Ośrodek Kultury i Sztuki we Wrocławiu - kontakt, działy, galeria FOTO-GEN
- Wrocławski Klub Anima - zajęcia, bilety i kontakt
- Okręgowy Inspektorat Pracy we Wrocławiu - kontakt, porady prawne, zgłaszanie wypadków
