Korony i tiul wzruszyły seniorów przed obiektywem we Wrocławiu

Korony i tiul wzruszyły seniorów przed obiektywem we Wrocławiu

W zwykłej świetlicy przy Żeromskiego przez kilka tygodni zbierały się perły, wachlarze, koronki i rekwizyty wygrzebane z domowych szaf. Z tego barwnego chaosu powstały portrety, które bardziej przypominają małe święto niż typową sesję zdjęciową. W Dziennym Domu Pomocy we Wrocławiu seniorzy stanęli przed obiektywem jak królowie i królowe, a ich bliscy zobaczyli ich w świetle, którego na co dzień często brakuje.

  • Tiul i korony pojawiły się tam, gdzie zwykle toczy się spokojny dzień
  • Pomysł wyszedł z zespołu, a sesja rosła z dnia na dzień
  • Najmocniej wybrzmiały emocje, nie dekoracje
  • Dzienny Dom Pomocy przy Żeromskiego to coś więcej niż miejsce opieki

Tiul i korony pojawiły się tam, gdzie zwykle toczy się spokojny dzień

Na fotografiach widać nie tylko efektowne stroje, ale też coś znacznie trudniejszego do uchwycenia – spokój, czułość i swobodę. Właśnie to sprawiło, że projekt „Jutro, za tydzień… wiosną – Nie odkładaj siebie” wykracza poza ramy zwykłej wystawy. Kadry pokazują klientów Dziennego Domu Pomocy przy Żeromskiego jako osoby pełne energii i godności, a nie wyłącznie jako ludzi potrzebujących wsparcia.

Wernisaż miał bardzo osobisty charakter. Przyszli bliscy fotografowanych osób i nie kryli wzruszenia, widząc nie tylko gotowe portrety, lecz także miejsce, w którym powstały. Dla części rodzin to właśnie te obrazy stały się pierwszym tak wyraźnym spotkaniem z codziennością placówki. Jedna z córek powiedziała podczas otwarcia, że dopiero tego dnia zrozumiała, dlaczego jej mama czuje się tam tak dobrze. Dodała też, że za fotografiami stoją nie tylko umiejętności, ale przede wszystkim serce opiekunek i terapeutów.

„To opowieść o odwadze, marzeniach i przypomnienie, że siebie nie warto odkładać na później”.

Ten fragment zaproszenia dobrze oddaje sens całego przedsięwzięcia. Nie chodziło wyłącznie o piękne przebrania. Chodziło o moment, w którym osoby starsze mogły zobaczyć siebie inaczej niż zwykle – dostojnie, pogodnie, bez pośpiechu.

Pomysł wyszedł z zespołu, a sesja rosła z dnia na dzień

Za projektem nie stoi jedna osoba, lecz cały zespół. Pomysł narodził się u Dominiki Koparnik, opiekunki, a zdjęcia zrobiła Anna Rendzi, terapeutka zajęciowa. Reszta pracowników również dołożyła swoją cegiełkę – od przynoszenia rekwizytów po pomoc przy samych sesjach. W efekcie świetlica zamieniła się w niewielkie studio, w którym każdy detal miał znaczenie.

Do przygotowań wykorzystano rzeczy znalezione w domach pracowników albo zrobione własnymi rękami. Były suknie, tiule, sztuczne kwiaty, ozdobne lusterko, wachlarz, perły, korony, diademy, złota zasłona i kilka zaskakujących drobiazgów. Jedna z koron powstała z pomalowanych na złoto trytytek, a w berle pojawiła się nawet bombka choinkowa. To właśnie ten rodzaj pomysłowości sprawił, że sesja miała domowy, ciepły charakter, choć efekty wyglądają niemal jak z teatralnej sceny.

„Chciałam, żebyśmy wspólnymi siłami stworzyli coś, co będzie miłym przeżyciem dla seniorów, a zarazem prezentem dla ich rodzin” – mówiła Dominika Koparnik.

Zdjęcia powstawały od marca do maja. Co ważne, nie użyto profesjonalnego aparatu. Anna Rendzi fotografowała komórką, a sesje toczyły się równolegle z codziennymi zajęciami. Czasem na plan wchodzili odważniejsi uczestnicy, czasem najpierw obserwatorzy, a potem ich kibice. Taka kolejność nie była przypadkowa. W tej pracy liczyła się cierpliwość i zaufanie, bez którego starsze osoby nie otworzyłyby się tak swobodnie.

Najmocniej wybrzmiały emocje, nie dekoracje

Efekt końcowy zaskoczył nawet samych organizatorów. Na zdjęcia zdecydowały się wszystkie 22 osoby, a każda z nich wniosła do projektu własny charakter. Jedna z pań, która niedawno skończyła 99 lat, tak dobrze poczuła się w różowej sukni, że natychmiast postanowiła pokazać się w niej innym. Ktoś inny długo się wahał, ale ostatecznie wszedł w rolę. Jeszcze inna para stworzyła portret, na którym spojrzenie małżonków mówi więcej niż niejedno zdanie.

„Podczas tych sesji działa się magia” – mówiła Marta Krygier, kierownik Dziennych Domów Pomocy w Miejskim Centrum Usług Socjalnych we Wrocławiu.

Dodała też, że w jednym z ujęć osoba z afazją wypowiedziała krótkie, ale bardzo wyraźne zdanie: „Odsuń się, bo mi zasłaniasz”. Taki drobiazg w warunkach codziennej opieki znaczy bardzo dużo. Pokazuje, że uczestnicy projektu nie tylko dobrze się bawili, ale też czuli się bezpiecznie i mieli przestrzeń, by wyjść poza rutynę.

To właśnie bezpieczeństwo wydaje się w całej historii najważniejsze. Anna Rendzi podkreślała, że wszystko odbywało się bez nacisku, a klienci DDP reagowali na znane im twarze i spokojny rytm pracy. W takich warunkach nawet krótkie spojrzenie, delikatny gest czy uśmiech potrafią stworzyć portret, który zostaje w pamięci na długo.

Dzienny Dom Pomocy przy Żeromskiego to coś więcej niż miejsce opieki

Projekt przypomniał też, jak ważną rolę pełnią w mieście dzienne domy pomocy. Placówka przy Żeromskiego jest jedną z 11 takich instytucji we Wrocławiu. Osiem prowadzi Miejskie Centrum Usług Socjalnych, dwie działają w strukturach MOPS, a jedna funkcjonuje na zlecenie miasta w prowadzeniu Diakonii. Łącznie to 200 miejsc, a za każdą liczbą stoją konkretne osoby i ich codzienne potrzeby.

Marta Krygier zwracała uwagę na rozmowy z rodzinami, które wahają się, czy powierzyć bliskich takiej formie wsparcia. To częsty dylemat. Z jednej strony jest poczucie obowiązku, z drugiej zwykłe zmęczenie i brak sił do całodziennej opieki. Dzienny dom nie zastępuje rodziny, ale daje oddech, towarzystwo i zajęcia, dzięki którym starsi ludzie nie zostają sami z długimi godzinami ciszy.

Właśnie dlatego ten projekt ma znaczenie większe niż sama wystawa. Pokazuje, że miejsce opieki może być także miejscem spotkania, śmiechu i twórczego zamieszania. A gdy seniorzy wychodzą z takich działań wyprostowani, z błyskiem w oku i własnym królewskim portretem w rękach, widać wyraźnie, że w tej historii chodziło o coś więcej niż o ładne zdjęcia.

na podstawie: Urząd Miasta Wrocław.