W Domku Miedziorytnika sztuka z daru zamienia się w opowieść o przyjaźni

3 min czytania
W Domku Miedziorytnika sztuka z daru zamienia się w opowieść o przyjaźni

Wrocławski Domek Miedziorytnika na chwilę przypomina prywatny magazyn cudzych wspomnień, tylko że zamiast kurzu są tu nazwiska wielkich artystów. Obok prac Eugeniusza Geta–Stankiewicza, Edwarda Dwurnika, Henryka Tomaszewskiego i Wisławy Szymborskiej wisi coś znacznie cenniejszego niż sam papier i farba – pamięć o relacjach, które przetrwały lata. Ta wystawa nie opowiada o zbieraniu dzieł, lecz o tym, jak sztuka bywa podarunkiem, znakiem wdzięczności i śladem po ludziach. A najciekawsze w niej jest to, że wiele z tych rzeczy przez lata leżało nie w gablocie, lecz w tapczanie.

  • Dzieła, które nie trafiły tu z rynku, tylko z ludzkiego gestu
  • Get, Tomaszewski i Szymborska wracają tu przez prywatne historie
  • Ostatnie dni ekspozycji i godziny zwiedzania

Dzieła, które nie trafiły tu z rynku, tylko z ludzkiego gestu

Wystawa „Co po krytyce. Mirosław Ratajczak lubi to” pokazuje zbiór, który nie powstał z chłodnej kolekcjonerskiej kalkulacji. Ratajczak, związany przez lata z „Odrą”, nie kupował tych prac z myślą o tworzeniu wielkiego archiwum. Trafiały do niego inaczej – jako prezenty od artystów, efekt bliskości, rozmów, tekstów czy po prostu wzajemnego uznania.

To właśnie dlatego obok grafik i obrazów pojawiają się listy oraz korespondencja z dedykacjami. Wiele z tych rzeczy ma bardzo osobisty charakter, a niektóre są związane z ważnymi momentami życia ich autorów i adresata. W tej części ekspozycji łatwo zobaczyć, że w kulturze liczy się nie tylko efekt końcowy, ale też droga, która do niego prowadziła.

Mirosław Ratajczak podkreśla, że nie miał pieniędzy na kupowanie dzieł i budowanie zbioru w klasycznym sensie. Zamiast tego przez lata gromadził ślady przyjaźni, czasem zaczynających się od jednego przeczytanego tekstu. Właśnie to nadaje tej wystawie ton bliższy pamiętnikowi niż katalogowi.

Get, Tomaszewski i Szymborska wracają tu przez prywatne historie

Najmocniej wybrzmiewa wątek Eugeniusza Geta–Stankiewicza. Jedna z prezentowanych prac wiąże się z jego żoną Zdzichą i ma w sobie symbolikę, którą Ratajczak odczytuje dziś niemal jak zapis całego ich losu. Jak wspominał, w pracy widać „rodzaj zaślubin z koroną cierniową”, a czerwony znak z tytułem wystawy kryje odwołanie do Rilkego. To nie jest zwykły obraz do oglądania z dystansu – raczej przedmiot, który niesie w sobie historię choroby, ślubu i późniejszego pożegnania.

„Koło się domknęło” – mówi Mirosław Ratajczak, wracając do tej pracy i do czasu, gdy sam opiekował się chorą żoną.

Podobnie osobisty wymiar ma opowieść o Henryku Tomaszewskim. Po publikacji tekstu o jego wystawie grafik zadzwonił do redakcji, by pochwalić sposób napisania o ekspozycji. Późniejsza choroba sprawiła, że spotkanie nie doszło do skutku, ale kontakt nie urwał się. Ratajczak odwiedzał Tomaszewskiego, bywał u niego w Warszawie i pisał do niego listy – razem z żoną artysty, Teresą Pągowską, wymienili ich ponad sto.

„Pisałem, aby im ulżyć, takie listy o niczym z jakąś anegdotą” – wspomina krytyk.

Wśród pokazanych materiałów są też listy i pocztówki od Wisławy Szymborskiej. Ratajczak opowiada, że noblistka zachęcała go kiedyś do pisania wierszy, bo zainteresowała ją jego wczesna poezja. Później wróciła jeszcze jako autorka dla „Odry”, a on sam przyznaje, że był „łącznikiem między »Odrą« a Wisławą Szymborską”. To zdanie dobrze oddaje sens całej wystawy – pokazuje nie tylko dzieła, ale też obieg ludzi, rozmów i wzajemnych wpływów.

Ostatnie dni ekspozycji i godziny zwiedzania

Wystawa w Domku Miedziorytnika została pomyślana jako krótka, ale intensywna wizyta w świecie sztuki widzianej z bliska. Każdy z prezentowanych obiektów ma własny ciężar, a razem składają się na opowieść o krytyce, przyjaźni i o tym, że czasem najważniejsze rzeczy przechowuje się nie w sejfie, ale w domu.

Zwiedzający mogą ją zobaczyć tylko do 21 marca. Wstęp jest wolny, a ekspozycja jest dostępna:

  • we wtorki, środy i czwartki – od 13.00 do 17.00
  • w soboty – od 12.00 do 18.00

To jedna z tych wystaw, które nie próbują olśnić rozmachem. Zamiast tego zostawiają po sobie cichy, mocny ślad – i właśnie dlatego łatwo zapadają w pamięć.

na podstawie: Urząd Miasta Wrocław.

Autor: krystian