Tapeta jak obraz. Wrocławska marka stawia ściany w roli głównej

Tapeta jak obraz. Wrocławska marka stawia ściany w roli głównej

FOT. Urząd Miasta Wrocław

W jednej z wrocławskich firm ściana przestała być zwykłym tłem. Stała się miejscem, na którym pojawia się sztuka, a nie tylko dekoracja. Wall Art przez 10 lat przeszło drogę od reklamy i oklejania samochodów do tapet tworzonych z prac artystów. Dziś marka sprzedaje je w Polsce i za granicą, a za tym wzrostem stoją nie modne hasła, lecz bardzo konkretne zasady jakości, odpowiedzialności i współpracy z twórcami.

  • Od reklam i samochodów do ścian, które mają własny charakter
  • Artyści, beż i kolekcje, które nie znikają z oferty
  • Gwarancja satysfakcji i odpowiedzialność zamiast pustych obietnic

Od reklam i samochodów do ścian, które mają własny charakter

Początek tej historii nie miał nic wspólnego z galeriami sztuki. Firma ruszyła w branży reklamowej, zajmując się oklejaniem aut, witryn i produkcją materiałów dla dużych marek. Dopiero z czasem zaczęło wyraźnie rysować się inne pole działania – wnętrza i dekoracje ścienne, w których można było połączyć technologię z obrazem.

Karolina Lepczak, dziś szefowa Wall Art, zaczynała tę drogę bardzo wcześnie – mając 20 lat, zaraz po pierwszym roku studiów. Jak mówiła, reklamowy rynek szybko pokazał swoje ograniczenia. Trudno było tam budować wartość na jakości, bo wielu klientów patrzyło głównie na cenę. Właśnie dlatego tapety na wymiar, projektowane bardziej jak murale niż klasyczne okładziny ścian, zaczęły wygrywać z pierwotnym kierunkiem działalności.

„Naszą największą wyróżniającą cechą jest to, że większość wzorów powstaje z prawdziwych dzieł sztuki” – podkreśla Karolina Lepczak.

To ważny detal. W przypadku Wall Art nie chodzi o masową dekorację z katalogu, lecz o wzory wyprowadzone z obrazów, grafik, a nawet płaskorzeźb dostarczanych przez artystów. Firma cyfryzuje je dopiero później, przygotowując do druku wielkoformatowego tak, by nie zgubić charakteru oryginału.

Artyści, beż i kolekcje, które nie znikają z oferty

Dziś przy marce pracuje blisko 30 twórców. Część z nich firma wyszukuje sama, inni zgłaszają się z własnym portfolio. Zespół pilnuje jednak, by kolekcje nie zaczęły się dublować. Jeśli ktoś tworzy zbyt podobnie do artystów już obecnych w ofercie, współpraca zwykle nie dochodzi do skutku. Efekt ma być prosty – klient ma znaleźć coś nowego, a nie kolejną wersję tego samego motywu.

Każdego roku pojawia się od 50 do 80 nowych wzorów. I co ważne, wcześniejsze kolekcje nie są wycofywane. To buduje katalog, który z czasem urósł do naprawdę pokaźnych rozmiarów. Dla mieszkańców i projektantów wnętrz oznacza to wybór większy niż w sezonowych ofertach, bo wzory z początku działalności nadal pozostają dostępne.

Najmocniej widać też zmianę gustów klientów. W firmie bez wahania mówią o beżu jako o kolorze, który wciąż cieszy się największą popularnością. Do tego dochodzą naturalne motywy – pejzaże, rośliny, spokojne kompozycje. Ale na horyzoncie pojawiają się też odważniejsze realizacje, zwłaszcza tam, gdzie do gry wchodzą architekci wnętrz.

Zespół Wall Art liczy dziś we Wrocławiu blisko 20 osób. Sam dział graficzny to pięć osób, ale w firmie nikt nie jest oderwany od twórczego procesu. Obok projektantów pracują osoby od zamówień, marketingu, komunikacji wizualnej i social mediów. To wyraźnie pokazuje, że w tej branży obraz nie kończy się na samym wzorze – równie ważne są przygotowanie, obsługa i dopięcie detali.

Gwarancja satysfakcji i odpowiedzialność zamiast pustych obietnic

Wall Art mocno stawia na jakość materiałów. Tapety mają być trwałe, odporne na blaknięcie i uszkodzenia. Firma podkreśla też rzecz rzadką w przypadku produktów robionych na wymiar – daje klientowi możliwość zmiany decyzji, jeśli tapeta nie została jeszcze zamontowana. Można ją wymienić na inny wzór, a zwrócone egzemplarze trafiają później do outletu.

Dochód z ich sprzedaży jest przekazywany na cele charytatywne, między innymi na wsparcie hospicjum w Lublinie oraz schroniska dla zwierząt we Wrocławiu. To nie jest dodatek na marginesie, ale część modelu działania firmy. W rozmowie z Karoliną Lepczak często wraca słowo odpowiedzialność – za produkt, za klienta i za to, by kupujący dostał nie tylko ładny wzór, ale też spokojny proces od zamówienia po montaż.

„Chcemy, by nasz odbiorca miał poczucie, że naprawdę spełniliśmy naszą obietnicę piękna” – mówi szefowa Wall Art.

Właśnie dlatego firma szkoli i certyfikuje wykonawców, by montaż trafiał w ręce sprawdzonych specjalistów. Z perspektywy klientów to ważna różnica, bo nawet najciekawszy projekt może stracić na wartości, jeśli zostanie źle założony.

Firma patrzy poza Wrocław

Wall Art nie zamierza zatrzymywać się na rynku krajowym. W planach jest mocniejsze wejście w sprzedaż zagraniczną, choć polski rynek nadal ma duży potencjał. W ostatnich latach firma zajęła się porządkowaniem zaplecza – wdrożono procedury, systemy do zarządzania produkcją i zamówieniami oraz automatyzację sklepu internetowego. Dzięki temu klient może samodzielnie dopasować tapetę do ściany, bez każdorazowego angażowania grafika.

Dla wrocławskiej marki to już nie tylko historia wzrostu, ale też opowieść o dojrzewaniu firmy. Zaczęło się od reklamy, a skończyło na działalności, która łączy sztukę, technologię i rzemiosło. I właśnie to połączenie sprawia, że tapeta przestaje być tłem. Staje się częścią wnętrza, która ma własny charakter.

na podstawie: UM Wrocław.

Ilustracja wykorzystana w artykule została pobrana z zewnętrznego źródła (Urząd Miasta Wrocław). W przypadku zastrzeżeń dotyczących praw do zdjęcia prosimy o kontakt.