Obietnica dotrzymana we Wrocławiu. Maja spotkała Lewandowskiego i Bedoesa

Obietnica dotrzymana we Wrocławiu. Maja spotkała Lewandowskiego i Bedoesa

FOT. UM Wrocław

W Przylądku Nadziei we Wrocławiu tego dnia emocje miały własny rytm. Robert Lewandowski, Bedoes i Łatwogang weszli tam nie jako medialny dodatek do głośnej zbiórki, ale jako ludzie, którzy przyszli dotrzymać słowa. Wśród dzieci była też Maja Mecan – dziewczynka, której marzenie o spotkaniu z kapitanem reprezentacji Polski właśnie zaczęło nabierać realnych kształtów.

  • Od internetowego wirala do zbiórki, która przebiła granicę wyobraźni
  • W Przylądku Nadziei padły słowa, które Maja zapamięta na długo
  • Na Tarczyński Arena może dopełnić się najważniejszy gest

Od internetowego wirala do zbiórki, która przebiła granicę wyobraźni

Cała historia zaczęła się od utworu Bedoesa nagranego z 11-letnią Mają, chorującą na białaczkę szpikową. Klip powstał między innymi we wrocławskim Przylądku Nadziei i szybko wyszedł daleko poza internetową bańkę. Dla jednych był mocnym muzycznym gestem, dla innych sygnałem do działania. Dla tysięcy osób stał się impulsem, by dołożyć własną cegiełkę do pomocy.

Na tym nie poprzestał Łatwogang. Uruchomił internetowy stream pod hasłem:

„Słucham 9 dni dissu na raka, żeby pomóc dzieciom z Fundacji Cancer Fighters”.

Do akcji dołączały kolejne znane twarze, ale najważniejsza okazała się skala odzewu. Zbiórka zakończyła się wynikiem, który trudno przeoczyć nawet w natłoku wielkich kwot – ponad 280 mln zł trafiło na rzecz podopiecznych Fundacji Cancer Fighters. To właśnie ta organizacja działa operacyjnie we wrocławskim Przylądku Nadziei, a więc tam, gdzie na co dzień toczy się cicha, trudna walka o zdrowie najmłodszych.

W Przylądku Nadziei padły słowa, które Maja zapamięta na długo

Maja nie ukrywała, że ma bardzo konkretny cel. Chciała wyjść na murawę razem z Robertem Lewandowskim. Napisała o tym do kapitana reprezentacji, a on odpowiedział krótko i bez zbędnych ozdobników: „Maja, załatwione!”. Takie zdanie potrafi ważyć więcej niż niejeden oficjalny gest, bo za nim stoi obietnica i gotowość, by naprawdę zareagować na czyjąś historię.

Podczas czwartkowego spotkania we wrocławskiej placówce wszystko złożyło się w jedną scenę: dzieci, które na co dzień mierzą się z leczeniem; muzycy, którzy zamienili popularność w narzędzie pomocy; oraz piłkarz, dla którego obecność w takim miejscu nie była obowiązkiem, lecz świadomym wyborem. Maja zaśpiewała z chłopakami, a całe spotkanie miało w sobie więcej czułości niż pompy. I właśnie dlatego działało tak mocno.

Po wizycie Lewandowski opisał ją na Instagramie słowami:

„Dziś wyjątkowy dzień z podopiecznymi Cancer Fighters. Ogrom emocji, uśmiechu i inspiracji”.

Dodał też wprost do dzieci: „Jesteście prawdziwymi wojownikami”. To nie był pusty komplement. W tym miejscu takie słowa brzmią inaczej, bo odnoszą się do codzienności, w której siła nie jest metaforą, lecz koniecznością.

Na Tarczyński Arena może dopełnić się najważniejszy gest

W tle całej historii trwa przygotowanie reprezentacji Polski do meczu z Ukrainą. Drużyna trenowała w czwartek na Tarczyński Arena we Wrocławiu, a później spotkała się z dziennikarzami podczas konferencji prasowej. Sportowy kalendarz ma tu jednak drugie dno. To właśnie podczas niedzielnego spotkania 31 maja marzenie Mai ma szansę wyjść poza mur szpitala i na chwilę wejść na stadionową murawę.

Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, dziewczynka pojawi się tam obok Lewandowskiego. To będzie moment prosty, ale znaczący – taki, który zostaje w pamięci dłużej niż wynik meczu. Wrocław dostał tego dnia rzadko spotykane połączenie: sport, muzykę i pomoc splecione w jedną, bardzo ludzką opowieść.

na podstawie: UM Wrocław.

Ilustracja wykorzystana w artykule została pobrana z zewnętrznego źródła (UM Wrocław). W przypadku zastrzeżeń dotyczących praw do zdjęcia prosimy o kontakt.