W ratuszu pracuje mechanizm. Zegar wciąż odmierza czas Wrocławia

W ratuszu pracuje mechanizm. Zegar wciąż odmierza czas Wrocławia

FOT. Urząd Miasta Wrocław

Za tarczami wrocławskiego ratusza kryje się nie tylko zabytkowy zegar, ale cały metalowy świat, który od wieków nie lubi ciszy. Dwa mechanizmy, dzwon z XIV wieku i wahadło długie niemal jak małe piętro budynku składają się na rytm, który mieszkańcy słyszą, nawet jeśli na co dzień nie patrzą w górę. To jedna z tych miejskich rzeczy, które działają najlepiej wtedy, gdy ktoś regularnie wchodzi po schodach i dogląda każdego trybu.

  • Za tarczami kryje się układ z setek części i wahadłem na dwa piętra
  • Codzienne nakręcanie i kaprysy metalu, które widać po pogodzie
  • Dzwon starszy od Zygmunta i zegar, który przetrwał wojnę

Za tarczami kryje się układ z setek części i wahadłem na dwa piętra

Na wieży ratusza pracują w rzeczywistości dwa zegary. Ten starszy, umieszczony na 66-metrowej wieży, ma cztery okrągłe tarcze skierowane w różne strony świata i jedną wskazówkę na każdej z nich. Nad nimi, tuż pod hełmem wieży, działa dzwon z 1368 roku, który wybija godziny.

W środku nie ma prostego mechanizmu, jaki znamy z domowych zegarów. Jest za to około 250 kutych części, przekładnie, bębny, liny, bloczki i obciążniki. Najbardziej imponuje wahadło – najdłuższe historyczne wahadło w Polsce. Ma prawie 8 metrów i przechodzi przez dwa piętra wieży.

„W chwili, gdy słyszymy uderzenia dzwonów, wewnątrz wieży odbywa się całe teatrum” – mówi Krzysztof Kurek, zegarmistrz zajmujący się konserwacją zegarów wieżowych.

Drugi zegar, widoczny od strony pręgierza, ma dobrze znaną kwadratową tarczę z słońcem i obracającą się kulą księżyca. To właśnie ona pokazuje fazy Księżyca, a pojedyncza wskazówka ma zakończenie przypominające dłoń. Ten mechanizm jest młodszy i mniejszy, ale również ma wahadło – krótsze, niespełna metrowe.

Codzienne nakręcanie i kaprysy metalu, które widać po pogodzie

Sam zegar nie chodzi bez przerwy z własnej woli. Trzeba go nakręcać, dokładnie tak jak mechaniczne zegary w mieszkaniach, tylko tutaj skala jest zupełnie inna. Obciążnik opuszcza się stopniowo, a jego ruch napędza cały układ. Lina nawinięta na bęben wykonuje jeden obrót na godzinę, a dalej pracują przekładnie i wychwyt, które przesuwają wskazówki.

Tę codzienną robotę od lat wykonuje Zbigniew Jakielaszek z Muzeum Miejskiego we Wrocławiu. Wchodzi na wieżę każdego dnia, niezależnie od pogody i dnia tygodnia, po krętych schodach. Potem kręci korbą, aż podciągnie obciążnik z powrotem wysoko. W przypadku starszego zegara robi to trzema korbami, bo osobno trzeba podnieść także ciężary odpowiadające za bicie kwadransów i godzin.

„Nakręcam zegar na ratuszowej wieży codziennie od 27 lat” – mówi Zbigniew Jakielaszek.

Dodaje też, że mechanizm potrafi reagować na różnice temperatur między nocą a dniem. Gdy metal rozszerza się albo kurczy, zegar zaczyna się śpieszyć lub spóźniać. Dla zwykłego przechodnia to drobiazg. Dla zegarmistrza – sygnał, że trzeba wejść do środka i poprawić ustawienia.

Jakielaszek dogląda również zegara od strony wschodniej, choć tam zagląda rzadziej. Jeśli nakręci go w piątek, mechanizm zwykle pracuje bez problemu do poniedziałku. To pokazuje, jak bardzo precyzyjnie trzeba pilnować tych zabytkowych urządzeń, żeby miasto dalej słyszało ich rytm.

Dzwon starszy od Zygmunta i zegar, który przetrwał wojnę

Najstarszy dokument potwierdzający istnienie zegara na ratuszu pochodzi z XIV wieku. Nie zachował się jednak opis jego wyglądu sprzed wieków. Przetrwał za to dzwon ważący 1,5 tony, z inskrypcją: „Roku Pańskiego 1368 Ja, dzwon, rzadko ogłaszam rzeczy błahe”.

Jarosław Krauze, radny miejski i pasjonat zegarów, zwraca uwagę na jego wiek:

„Jest starszy od Dzwonu Zygmunta w Krakowie o 152 lata” – podkreśla.

To nie jest zwykły dzwon z sercem w środku. W tym przypadku uderzają w niego zewnętrzne młotki, które przez stulecia zostawiły wyraźne wgłębienia na powierzchni metalu. Na wieży są też mniejsze dzwony, wybija-jące kwadranse.

Zegar i jego poprzednicy zmieniały się przez stulecia. W 1580 roku, wraz ze zmianą rachuby czasu, stary zegar 24-godzinny z arabskimi cyframi zastąpiono 12-godzinnym z cyframi rzymskimi. Wtedy też dobudowano piątą tarczę od strony pręgierza. Później mechanizm zaczął sprawiać kłopoty i wymagał kosztownych napraw. Historyczne źródła wspominają nawet, że spóźniał się o pół godziny, co dezorganizowało życie publiczne.

Nowy zegar zbudował w 1801 roku Johann Gottlieb Klose. Był nowoczesny, ale miał własne słabe punkty. Jednym z nich była pędnia o długości prawie 70 metrów, biegnąca przez strych i rozprowadzająca napęd na wszystkie tarcze. Z czasem okazało się, że skręcała się i utrudniała prawidłowe działanie mechanizmu od strony pręgierza. Dopiero pod koniec XIX wieku August Winkler rozwiązał ten problem, tworząc dla tej tarczy osobny mechanizm.

Zegary przetrwały też wojnę. Podczas oblężenia Festung Breslau na ratusz spadła bomba lotnicza, ale nie eksplodowała. Dziś oba mechanizmy nadal działają, choć wymagają troski i regularnej konserwacji. Jak podkreśla Ewa Pluta z Muzeum Miejskiego we Wrocławiu, sekwencje bicia zegara są bezcenną częścią dźwiękowego krajobrazu miasta – tak samo ważną jak zabytki, które widać na pierwszy rzut oka.

na podstawie: Urząd Miasta we Wrocławiu.

Ilustracja wykorzystana w artykule została pobrana z zewnętrznego źródła (Urząd Miasta Wrocław). W przypadku zastrzeżeń dotyczących praw do zdjęcia prosimy o kontakt.