Blue Monday - skąd wziął się mit o “najsmutniejszym dniu roku” i dlaczego warto go odrzucić

3 min czytania
Blue Monday - skąd wziął się mit o "najsmutniejszym dniu roku" i dlaczego warto go odrzucić

Wrocław tego dnia skłania się ku sceptycyzmowi zamiast do ponurej nostalgii. 19 stycznia często określa się mianem Blue Monday, ale ten pomysł ma korzenie w kampanii marketingowej, a nie w nauce. Mieszkańcy usłyszeli chwytliwe hasło, które szybko rozprzestrzeniło się w mediach — i wywołało niezamierzone skutki w postrzeganiu zaburzeń nastroju. Artykulacja mitu nie była neutralna, dlatego dzisiaj coraz więcej ekspertów zwraca na to uwagę.

  • Niebieski Poniedziałek - jak powstał marketingowy pomysł
  • Wrocław - jak hasło zadomowiło się w rozmowach i mediach

Niebieski Poniedziałek - jak powstał marketingowy pomysł

Za koncepcją stoją proste cele promocyjne. W 2004 roku agencja PR działająca na zlecenie jednego z biur podróży poprosiła Cliffa Arnalla o wskazanie “najlepszego” momentu na sprzedaż wyjazdów. Efektem był prosty wzór uwzględniający takie elementy jak warunki pogodowe czy poziom motywacji — zmienne, które trudno rzetelnie zmierzyć. Wkrótce hasło o “najsmutniejszym dniu” trafiło do nagłówków i stało się memem kulturowym.

“Kiedy zacząłem myśleć o tym, co motywuje do rezerwacji urlopu, przypominać sobie, co tysiące osób mówiły mi o zarządzaniu stresem, były czynniki wskazujące na trzeci poniedziałek stycznia jako szczególnie depresyjny. Ale wypuszczenie tego w świat nie było zbyt pomocne. Twierdzenie, że to najbardziej depresyjny dzień w roku, to niemal samospełniająca się przepowiednia.”
Cliff Arnall

Krytyka przyszła szybko. Jeden z naukowców - doktor z uniwersytetu w Cardiff - nazwał wzór Arnalla niedorzecznym, wskazując na arbitralność i brak zgodności użytych zmiennych. Nawet autor przyznał później, że część przekazu miała charakter marketingowy, a w 2018 roku podjął działania, by podważyć pierwotny efekt i przekierować narrację na początek roku jako czas możliwości, a nie fatalizmu.

Wrocław - jak hasło zadomowiło się w rozmowach i mediach

Hasło szybko trafiło do lokalnych dyskusji i nagłówków — prosty wyraz emocji zyskał skalę ogólnopolską. To, co mogło być zabawnym claimem reklamowym, zaczęło jednak wypierać rzetelną rozmowę o zdrowiu psychicznym i jej złożoności. Eksperci zwracają uwagę, że etykietowanie jednego dnia jako „najgorszego” może bagatelizować osoby z prawdziwymi zaburzeniami nastroju i utrudniać dostrzeżenie problemu w innych momentach roku.

W publicznej debacie najczęściej pojawiają się powtarzane wyjaśnienia dotyczące obniżenia nastroju - są to raczej obserwacje niż naukowe dowody:

  • zmienne pogodowe i krótsze dni,
  • finansowe obciążenia po świętach,
  • rozczarowanie niewypełnionych postanowień noworocznych,
  • brak zaplanowanego urlopu lub oczekiwanie na wyjazd.

Te czynniki tłumaczą, dlaczego ludzie mogą czuć się gorzej w styczniu, ale nie potwierdzają istnienia jednego, uniwersalnego „najsmutniejszego” dnia.

W rozmowie z mieszkańcami pojawia się też krytyczne spojrzenie na mechanikę mediów - chwytliwe etykiety szybciej się rozprzestrzeniają niż niuanse naukowe. Dla mieszkańców oznacza to, że warto patrzeć na takie nagłówki z dystansem i pamiętać, że o zdrowiu psychicznym trzeba mówić w sposób odpowiedzialny, a nie marketingowy.

na podstawie: Urząd Miasta we Wrocławiu.

Autor: krystian