Tygrysy z wrocławskiego zoo pluskają się jak psy i szykują do rozstania

3 min czytania
Tygrysy z wrocławskiego zoo pluskają się jak psy i szykują do rozstania

Wrocławskie zoo pokazało film, na którym cztery tygrysy sumatrzańskie zamieniają basen w swój prywatny plac zabaw. Pasiaste rodzeństwo z wprawą chlupie się w wodzie, a potem otrząsa z kropli tak, jakby od dawna znało letni rytuał. Za tą lekką sceną kryje się jednak poważniejsza historia – już wkrótce część czworaczków opuści Wrocław i pomoże w ratowaniu gatunku.

  • Kąpiel, która wygląda jak zwykła zabawa, ale mówi dużo o ich wieku
  • Wielka historia tego miotu wciąż trwa
  • Rozstanie będzie trudne, ale potrzebne dla ochrony gatunku

Kąpiel, która wygląda jak zwykła zabawa, ale mówi dużo o ich wieku

Na nagraniu opublikowanym przez wrocławskie zoo widać, że Musi, Hari, Kampar i Indera nie są już bezbronnymi maluchami, które podbiły serca ludzi tuż po narodzinach. Teraz to już wyraźnie podrośnięte tygrysy, które mają w sobie i siłę, i młodzieńczą swobodę. Basen na wybiegu nie służy im wyłącznie do chłodzenia się – to miejsce, gdzie rozładowują energię i pokazują, jak bardzo urosły.

„Nasze chłopaki, Musi, Hari, Kampar, ważą po prawie 100 kg. Ich ojciec wciąż jest od nich cięższy, ale ta różnica nie jest już duża” – mówi Paweł Sroka, kierownik Sekcji Ssaków Drapieżnych we wrocławskim zoo.

Jak dodaje, wśród czworaczków nie brakuje charakterów. Indera, choć drobniejsza od braci, potrafi postawić na swoim, a zabawy w czwórkę często kończą się dołączaniem do nich także ojca, Tenga. Dla odwiedzających to sygnał, że zwierzęta są w dobrej formie i czują się na wybiegu pewnie.

Wielka historia tego miotu wciąż trwa

Narodziny tej czwórki były wydarzeniem, o którym mówił świat. Tak liczny miot u tygrysów sumatrzańskich zdarza się niezwykle rzadko, a każdy kolejny miesiąc życia Musi, Hariego, Kampara i Indery ma znaczenie nie tylko dla zoo, lecz także dla ochrony całego gatunku.

W naturze zostało zaledwie około 400 tygrysów sumatrzańskich, dlatego ogrody zoologiczne prowadzą hodowlę zachowawczą. To właśnie dzięki niej zwierzęta z Wrocławia mają odegrać większą rolę niż tylko być atrakcją dla gości. Ich przyszłość jest już częściowo zaplanowana przez koordynatora gatunku.

Rozstanie będzie trudne, ale potrzebne dla ochrony gatunku

Zgodnie z decyzją koordynatora gatunku Musi ma wyjechać do Lizbony, a Hari pojedzie jeszcze dalej, poza Europę. Pozostała dwójka – Kampar i Indera – również nie zostanie razem na stałe. To, które z nich zostanie we Wrocławiu i będzie czekało na partnera lub partnerkę, ma rozstrzygnąć koordynator.

Dla pracowników zoo i tych, którzy śledzą losy czworaczków od początku, nie będzie to łatwy moment. Jednocześnie to właśnie taki jest sens hodowli zachowawczej – zwierzęta nie zostają w jednym miejscu na zawsze, tylko trafiają tam, gdzie ich geny mogą pomóc w utrzymaniu gatunku przy życiu. We Wrocławiu pożegnania mają więc mieć wymiar emocjonalny, ale i dobry finał: każdy wyjazd ma służyć większej sprawie niż sama sympatia do pasiastej czwórki.

na podstawie: Urząd Miasta we Wrocławiu.

Autor: krystian