Żórawina sprzed stu lat była światem bez wyjazdu do miasta

FOT. Starostwo Powiatowe
Na starych pocztówkach Żórawina wygląda jak miejscowość, która miała wszystko pod ręką – kościoły, sklep, kino, karczmę, lekarza i nawet własny maszt, o którym mówiono z dumą daleko poza wsią. Podwrocławska miejscowość przez lata nie była tylko sypialnią ani przystankiem na trasie, ale pełnym życia organizmem, w którym codzienność toczyła się między dworcem, gospodą i kościelną wyspą. Dziś o tamtym świecie opowiadają już głównie pocztówki, ale ich obraz wciąż działa na wyobraźnię.
- Dwie świątynie i wieś, która czekała na własny kościół
- Gospoda, kino i sklep kolonialny zamiast wyprawy do Wrocławia
- Kolej, wille i radiowy maszt, który zrobił z Żórawiny symbol
Dwie świątynie i wieś, która czekała na własny kościół
Z dzisiejszej perspektywy trudno uwierzyć, że w Żórawinie religijny rytm dnia był kiedyś rozdzielony między dwie wspólnoty i dwa różne światy. Katolicy chodzili do kościoła Świętej Trójcy na wyspie, a ewangelicy przez długi czas musieli dojeżdżać do Wilczkowa, oddalonego o sześć kilometrów. Zimą, kiedy drogi zasypywał śnieg, nabożeństwa i chrzty przenosiły się do miejscowych gospód – i to one stawały się nagle prowizorycznym centrum życia.
Sytuacja zmieniła się dopiero wraz z powołaniem parafii protestanckiej. Dzięki zaangażowaniu rzemieślników z Żórawiny i pierwszego pastora, doktora Alfreda Wiesenhüttera, we wsi powstał cały zespół: kościół, plebania i szkoła. To właśnie wtedy zachodnia część miejscowości zaczęła przypominać osobną, samodzielną enklawę. Po wojnie świątynia zmieniła wyznanie – 13 czerwca 1946 roku odbyło się tam ostatnie nabożeństwo ewangelickie, a dzień później budynek stał się kościołem katolickim pw. św. Józefa.
Gospoda, kino i sklep kolonialny zamiast wyprawy do Wrocławia
Żórawina przed wojną nie wyglądała jak senna wieś zależna od pobliskiego miasta. Właściwie mogła obyć się bez codziennych wyjazdów, bo na miejscu działało niemal wszystko, co potrzebne było do zwykłego życia. Były sklepy spożywcze, piekarnia, masarnia, młyn, fryzjer, lekarz, dentysta, akuszerka i weterynarz. Można było też kupić rower, naprawić go albo oddać ubranie do miejscowego zakładu. W jednym z budynków, gdzie później mieścił się komisariat policji, prosperował sklep kolonialny z tytoniem, kawą, przyprawami i drobiazgami do domu.
Najbardziej ruchliwym adresem była jednak gospoda Zum Deutschen Hause przy al. Niepodległości 6. Dziś działa tam Gminne Centrum Kultury, ale dawniej w sali z parkietem i sceną odbywały się zabawy, spotkania i imprezy. Obok niej funkcjonowały inne karczmy, a dwa razy w tygodniu miejscowi mogli wybrać się do kina mieszczącego 250 osób. Jak na wieś liczącą w 1937 roku 1615 mieszkańców, była to skala zaskakująco duża. Życie toczyło się tu gęsto, bez potrzeby szukania rozrywki we Wrocławiu.
Kolej, wille i radiowy maszt, który zrobił z Żórawiny symbol
Silny impuls przyszedł wraz z koleją. Po uruchomieniu połączenia Wrocławia z Kłodzkiem w 1871 roku okolica dworca zaczęła się zmieniać szybciej niż reszta miejscowości. Stanęły tu obiekty użyteczności publicznej i eleganckie wille, a w jednym z budynków działał Cesarski Urząd Pocztowy. Do dziś w przedwojennych domach widać jeszcze drewniane klatki schodowe, ozdobne balustrady i porządne detale stolarki, które zdradzają, że nie budowano ich z myślą o prowincjonalnej skromności.
Swoją historię ma też dawny majątek na wyspie. Najpierw stał tam dwór, potem browar, a po splądrowaniu w czasie wojny trzydziestoletniej i późniejszych zniszczeniach zastąpił go pałac o klasycystycznej bryle. Dziś budynek przy Alei Niepodległości jest mocno przebudowany, ale nadal przypomina o dawnym znaczeniu tego miejsca. Za nim rozciąga się park, który przechodzi rewitalizację, a w dawnych zabudowaniach gospodarczych zostało niewiele śladów po starym folwarku. Została za to kuźnia i stajnie, które z czasem dostały nowe życie – dziś w miejscu, gdzie stały konie, można usiąść do pizzy albo kupić kwiaty.
Na pocztówkach sprzed stu lat Żórawina nie mogła obyć się także bez radiowego masztu. Konstrukcja miała 140 metrów wysokości i była reklamowana jako najwyższa drewniana wieża na świecie. Stała się znakiem rozpoznawczym miejscowości, czymś więcej niż tylko techniczną ciekawostką. W czasach, gdy małe miejscowości rzadko trafiały na mapę szerzej niż w granicach powiatu, właśnie taki obiekt sprawiał, że o Żórawinie mówiło się z uznaniem i niedowierzaniem jednocześnie.
na podstawie: Powiat Wrocław.
Autor: krystian
Ostatnie Artykuły

W Capitolu padły nagrody PPA i wybrzmiał finał pełen emocji

Wrocław patrzy w lustro wieków - biblioteka bierze na warsztat historię urody

Mieszkanie na Matejki zachowało przedwojenny blask, jakiego we Wrocławiu już prawie nie ma

Wrocławski teatr schodzi do magazynu. Podcast pokazuje kulisy bez pudru

Wrocławska kronika w zdjęciach potrzebuje dziś wsparcia

Trzy auta zderzyły się przy Tarczyński Arenie i zablokowały Pilczycką

Nietuzinkowy sklep całodobowy - w DBP o Seulu, który daje drugą szansę

Ogień na Przedmieściu Oławskim wyrwał z mieszkań 12 osób

Seniorzy zajrzeli za kulisy wrocławskiego samorządu i wrócili z nowymi pomysłami

Klucze z ogródków działkowych prowadziły do mieszkań - 48-latek w areszcie

Film z oscarowym pazurem wraca na urodziny Mediatecznego Klubu Filmowego

Żórawina sprzed stu lat była światem bez wyjazdu do miasta
![[PIŁKA RĘCZNA] Liga Centralna – WKS Śląsk Wrocław – Grot Blachy Pruszyński Anilana 44:30. Lider z Wrocławia potwierdził klasę w 21. kolejce](/images/mecz/thumbnails/wks-slask-wroclaw-grot-blachy-pruszynski-anilana-28032026-4430.webp)
[PIŁKA RĘCZNA] Liga Centralna – WKS Śląsk Wrocław – Grot Blachy Pruszyński Anilana 44:30. Lider z Wrocławia potwierdził klasę w 21. kolejce

