Pralka i zegar z Kątów Wrocławskich pamiętają wojenne losy mieszkańców

Pralka i zegar z Kątów Wrocławskich pamiętają wojenne losy mieszkańców

FOT. Powiat Wrocław

W Regionalnej Izbie Pamięci w Kątach Wrocławskich stoją przedmioty, które nie tylko przyciągają wzrok, ale też otwierają całą szufladę historii. Jedno urządzenie było kiedyś symbolem domowego luksusu, drugie pilnowało czasu i ostrzegało przed zagrożeniem. Razem pokazują, jak bardzo zwykłe rzeczy potrafią opowiedzieć o wojnie, przesiedleniach i powojennym układaniu życia od nowa.

  • Pralka, która z luksusu stała się częścią zwykłego dnia
  • Zegar wieżowy, który odmierzając czas, ostrzegał przed niebezpieczeństwem
  • Dwa przedmioty, dwa różne sposoby opowiadania historii

Pralka, która z luksusu stała się częścią zwykłego dnia

Wśród eksponatów Regionalnej Izby Pamięci szczególną uwagę zwraca niemal stuletnia pralka firmy Miele. Dziś taki sprzęt nie robi już wrażenia, ale w latach 30. XX wieku był prawdziwą nowinką, na którą stać było nielicznych. Model 150 należał wtedy do rzeczy drogich, a w 1936 roku kosztował od 275 do 425 marek niemieckich, przy przeciętnych zarobkach na poziomie 125–200 marek.

Ten egzemplarz ma za sobą drogę, która dobrze pokazuje powojenne przesunięcia na mapie Dolnego Śląska. Przed wojną stał w gospodarstwie w Nowej Wsi Kąckiej, w domu uznawanym za zamożniejsze, z osobną pralnią wyłożoną kafelkami. Po 1945 roku weszła tam polska rodzina przybyła z Kresów, z Helenkowa w powiecie Brzeżany, i musiała nauczyć się obsługi urządzenia, jakiego wcześniej prawdopodobnie nie widziała.

Przed wojną pranie wyglądało zupełnie inaczej. W rodzinnej wsi nowych gospodarzy zimą korzystano z drewnianych cebrzyków, tarek albo po prostu karbowanych desek, a samo pranie odbywało się w rowie z wodą biegnącym przy wsi. To była praca ciężka i długa, ale też społeczna – dawała czas na rozmowy, wymianę wieści i sąsiedzkie plotki. W Nowej Wsi Kąckiej trzeba było przestawić się na blaszane balie i niemieckie tareki, a wobec samej pralki początkowo dominowała ostrożność. Obawiano się, że zniszczy tkaniny, dlatego delikatniejsze rzeczy nadal długo prano ręcznie.

Maszyna żyła jednak dalej nawet wtedy, gdy przestała służyć do prania. Gdy uznano ją za zbyt starą, silnik wykorzystano przy budowie szlifierki. W czasach niedoborów nic nie mogło się zmarnować. Liczyła się użyteczność, nie marka ani pochodzenie.

Zegar wieżowy, który odmierzając czas, ostrzegał przed niebezpieczeństwem

Drugim z najciekawszych obiektów jest odrestaurowany werk zegarowy, który w 2012 roku trafił do depozytu Stowarzyszenia Miłośników Ziemi Kąckiej prosto z wieży ratuszowej. Na tabliczce widnieje rok 1924, a więc mechanizm jest niemal rówieśnikiem pralki. Został wykonany w fabryce J. W. Weulego, znanej z produkcji zegarów wieżowych i dzwonów.

Zakład działał w Bockenem w Dolnej Saksonii i wyrósł na pomyśle Johanna Friedricha Weulego, który już w XIX wieku wprowadził mechanizm nakręcany raz w tygodniu, a nie codziennie. To rozwiązanie było dla małych miast wygodne i nowoczesne, dlatego marka szybko zdobyła renomę. Historia firmy ma jednak również ciemne karty. W czasie obu wojen produkowano tam sprzęt wojenny, w tym amunicję, a po ataku III Rzeszy na Związek Radziecki zakład przekształcono w obóz pracy dla radzieckich więźniów.

Kącki zegar należał do wersji bardziej okazałej. Bił nie tylko pełne godziny, ale także kwadranse, a po prawej stronie miał osobny mechanizm alarmowy uruchamiany w sytuacjach kryzysowych, takich jak pożar czy powódź. To był sprzęt zamówiony specjalnie przez ówczesne władze miasta, wyraźnie droższy od standardowych modeli.

Najpewniej przydał się podczas powodzi w 1938 roku. Zachowane fotografie pokazują ludzi, którzy mimo wielkiej wody starali się zachować codzienny spokój. Dziś zegar, odnowiony przez firmę pana Batyckiego z Wrocławia, należy do najchętniej fotografowanych obiektów w izbie. Trudno się dziwić – trudno też znaleźć w okolicy drugi taki mechanizm dostępny dla zwiedzających.

Dwa przedmioty, dwa różne sposoby opowiadania historii

Pralka i zegar stoją dziś obok siebie jak dwa rozdziały tej samej książki. Jedna mówi o pracy kobiet, o domu, o tym, jak po wojnie trzeba było uczyć się życia w nowym miejscu. Drugi przypomina o czasie publicznym – o ratuszu, alarmie, zagrożeniu i odpowiedzialności za całe miasteczko.

W Regionalnej Izbie Pamięci w Kątach Wrocławskich te eksponaty nie są martwymi zabytkami. Działają jak świadkowie. Cicho, ale bardzo wyraźnie.

na podstawie: Powiat Wrocław.

Ilustracja wykorzystana w artykule została pobrana z zewnętrznego źródła (Powiat Wrocław). W przypadku zastrzeżeń dotyczących praw do zdjęcia prosimy o kontakt.