Jerzy Maksymiuk we Wrocławiu z jubileuszem. „Muzykę trzeba grać”

Jerzy Maksymiuk we Wrocławiu z jubileuszem. „Muzykę trzeba grać”

Na pulpitach partytury pokryte czerwonymi i niebieskimi znakami, a w programie trzy wielkie nazwiska: Britten, Strawiński i Debussy. Jerzy Maksymiuk przyjeżdża do Wrocławia na koncert jubileuszowy z okazji 90. urodzin i 70-lecia pracy twórczej. W NFM poprowadzi koncertową wersję muzyki, której – jak mówi – nie da się zastąpić nagraniem.

Podczas wieczoru z NFM Filharmonią Wrocławską zabrzmią „Four Sea Interludes” Benjamina Brittena, „Symfonia Psalmów” Igora Strawińskiego oraz poemat symfoniczny „La mer” Claude’a Debussy’ego. Koncert rozpocznie się o godz. 19, a organizatorzy informowali, że pozostały jeszcze bilety. Wydarzenie jest częścią Festiwalu Wratislavia Cantans.

  • Czerwone i niebieskie znaki prowadzą przez partyturę
  • Debussy, Strawiński i Britten w programie jubileuszowego koncertu
  • Wrocławskie powroty od nagrań filmowych po koncertową salę NFM

Czerwone i niebieskie znaki prowadzą przez partyturę

Jerzy Maksymiuk nadal pracuje z partyturą rozrysowaną w dwóch kolorach. Niebieskim zaznacza konstrukcję utworu, czerwonym – miejsca, w których dzieje się coś szczególnie ważnego. Te notatki mają sens przede wszystkim dla niego. Jak przyznaje, ktoś obcy mógłby uznać zapis za dzieło osoby, która nie panuje nad ołówkiem.

Dla dyrygenta kompozycja musi mieć wyraźną budowę, punkt kulminacyjny i puentę. O sile wykonania decydują jednak również drobne elementy. W „Four Sea Interludes” taką wskazówką są dzwony. Ich pojawienie się nie jest przypadkowe – sygnalizuje moment o większym ciężarze muzycznym.

Maksymiuk nie traktuje partytury jako rekwizytu. Nawet jeśli zna utwór bardzo dobrze, chce mieć przed sobą zapis kompozytora. Jego zdaniem dyrygowanie z pamięci może stać się popisem, w którym zamiast pełnego tekstu muzycznego pozostaje tylko jedna, wcześniej zapamiętana myśl.

„Występ bez partytury to czasem zwykłe popisywanie się. Wolę skromność i leżący tekst”.

Podobną zasadę przypisywał Igorowi Strawińskiemu, który od dyrygenta oczekiwał przede wszystkim wiernego odczytania partytury, a nie dopisywania do niej własnych emocji.

Debussy, Strawiński i Britten w programie jubileuszowego koncertu

Wrocławski program został zbudowany z utworów trzech kompozytorów, których Maksymiuk ceni za zupełnie różne cechy. U Debussy’ego najważniejsza jest dla niego harmonia – lekka, pełna drobnych kontrastów i pozbawiona ciężkiej gęstości. Dyrygent uważa, że właśnie dzięki temu francuski twórca wyprzedził swoją epokę i otworzył drogę między innymi muzyce filmowej.

Strawiński przyciąga go jako wielki stylista. W jego utworach orkiestra może zabrzmieć ostro, niepokojąco i z ogromną energią. „Symfonia Psalmów” nie jest według Maksymiuka typowym repertuarem filharmonicznym, lecz dziełem o wyjątkowej sile i odrębnym języku.

Brittena dyrygent podziwia za skalę kompozytorskiego wysiłku. W jego ocenie twórca „Four Sea Interludes” niemal samodzielnie zbudował nowoczesny język muzyki angielskiej.

W programie znalazło się także „La mer” Debussy’ego. Maksymiuk opowiadał, że kompozytor prawdopodobnie nie znał morza z bezpośredniego doświadczenia, a mimo to stworzył jego niezwykle sugestywny muzyczny obraz.

Ważnym punktem przygotowań była praca z orkiestrą nad proporcjami i detalami. Maksymiuk wspomina Pawła Kapułę, młodego dyrygenta, który podczas wspólnej pracy zwrócił jego uwagę na szczegół w jednym takcie – właściwy moment wejścia grupy instrumentów i subtelną różnicę głośności. Dla doświadczonego dyrygenta takie odkrycia są dowodem, że muzykę można odczytywać na wiele sposobów.

Wrocławskie powroty od nagrań filmowych po koncertową salę NFM

Związki Maksymiuka z Wrocławiem zaczęły się od muzyki filmowej. Przyjeżdżał tu, by nagrywać swoje kompozycje. Później prowadził koncerty jako jeszcze mało znany dyrygent. Wspomina również wykonanie V Symfonii Dmitrija Szostakowicza w dawnej siedzibie Filharmonii Wrocławskiej oraz rekonstrukcję niemego filmu „Mania” z muzyką przygotowaną przez niego.

Artysta mówi ciepło o wrocławskich twórcach. Wśród osób, z którymi się przyjaźni, wymienia kompozytora Pawła Mykietyna i Marka Pijarowskiego, wieloletniego dyrektora Filharmonii Wrocławskiej. Ceni Pijarowskiego za cechy charakteru odmienne od własnych, a także za niechęć do nagrywania muzyki. Dla tego dyrygenta najważniejszy pozostaje bezpośredni koncert.

„Muzyki nie trzeba nagrywać, trzeba ją grać na koncercie”.

Maksymiuk wysoko ocenia NFM Filharmonię Wrocławską. Jego zdaniem zespół poradził sobie z repertuarem, który mógłby zabrzmieć w największych salach koncertowych świata. Docenia również główną salę Narodowego Forum Muzyki. W porównaniu z salą NOSPR-u w Katowicach uważa ją za mniej wystawną, ale zapewniającą więcej ciepła w odbiorze dźwięku.

Jerzy Maksymiuk urodził się w 1936 roku w Grodnie. Ukończył studia pianistyczne, kompozytorskie i dyrygenckie. W 1972 roku założył Polską Orkiestrę Kameralną, z którą nagrywał dla wytwórni EMI, także w studiu Abbey Road. Później kierował między innymi Wielką Orkiestrą Symfoniczną Polskiego Radia i BBC Scottish Symphony Orchestra.

Ma na koncie około stu płyt, prawykonania około 200 utworów współczesnych oraz pracę z orkiestrami w Europie, Azji i Stanach Zjednoczonych. Jest także kompozytorem muzyki symfonicznej, kameralnej, baletowej, pieśni i muzyki filmowej. Za działalność artystyczną otrzymał między innymi Order Orła Białego oraz tytuły doktora honoris causa kilku uczelni.

na podstawie: UM Wrocław.

Treści na stronie są opracowywane z wykorzystaniem sztucznej inteligencji