Wrocław je za dużo mięsa i naukowcy pokazują drogę do samowystarczalności

Wrocław je za dużo mięsa i naukowcy pokazują drogę do samowystarczalności

Przy świątecznym stole łatwo mówić o tradycji, ale we Wrocławiu rozmowa o jedzeniu prowadzi w stronę dużo poważniejszych pytań. Badaczka z Uniwersytetu Przyrodniczego pokazuje, że zawartość talerza decyduje nie tylko o zdrowiu, lecz także o tym, czy miasto będzie w stanie samo się wyżywić. W tle jest prosty rachunek – mniej mięsa, więcej roślin i krótsza droga od pola do stołu.

  • Wrocław jeszcze nie domyka własnego talerza
  • Mięso, nabiał i rachunek za ziemię, którego zwykle nie widać
  • Farma miejska i ogrody na dachach zaczynają zmieniać reguły gry

Wrocław jeszcze nie domyka własnego talerza

Zespół naukowców z Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu sprawdził, jak wygląda potencjalna samowystarczalność żywnościowa miasta i Wrocławskiego Obszaru Funkcjonalnego. Wnioski nie są optymistyczne, choć dają jasny punkt wyjścia do zmian: przy obecnym modelu jedzenia Wrocław wraz z 19 gminami WrOF pokrywa potrzeby żywnościowe w 91 proc.

To oznacza, że dzisiejszy koszyk zakupów w dużym mieście wciąż opiera się na produkcji, której na miejscu po prostu brakuje. Niektórych rzeczy nie da się w tym układzie wyprodukować lokalnie w wystarczającej ilości – przykładem są ryż i kawa. Ale już sama zmiana przyzwyczajeń żywieniowych mocno poprawia bilans.

W badaniu pojawiły się dwa wyraźne scenariusze:

  • dieta planetarna – samowystarczalność rośnie do 111 proc.
  • dieta peskatariańska – samowystarczalność sięga 116 proc.

Dla miasta to nie jest akademicki detal. Im bardziej menu przesuwa się w stronę roślin, tym łatwiej oprzeć je na tym, co może powstać bliżej domu, bez zależności od długich łańcuchów dostaw.

Mięso, nabiał i rachunek za ziemię, którego zwykle nie widać

Statystyki żywieniowe brzmią sucho, ale po chwili układają się w bardzo wyraźny obraz. Z danych GUS wynika, że przeciętny mieszkaniec zjada rocznie 41 kg wieprzowiny i wypija 94 litry piwa. Do tego dochodzą inne liczby, które pokazują, jak daleko codzienna dieta odjeżdża od zaleceń.

W uproszczeniu statystyczny wrocławianin rocznie konsumuje:

  • 129 jaj
  • 94 l piwa słodowego
  • 41 kg wieprzowiny
  • 31 l mleka
  • 26,5 kg pieczywa
  • 23 kg ziemniaków
  • 21 kg cytrusów i bananów

Zestawienie z rekomendacjami wygląda jeszcze ostrzej. Wrocławski „Kowalski” je:

  • 3 kg ryb zamiast 9 kg
  • 60 kg warzyw zamiast 100 kg
  • 40 kg owoców zamiast 70 kg
  • 60 kg nabiału zamiast 90 kg
  • 64 kg zbóż zamiast 84 kg
  • 43 kg wieprzowiny i wołowiny zamiast 5 kg
  • 18 kg drobiu zamiast 10 kg

Za tymi liczbami stoi też powierzchnia. Przy obecnej diecie do wyżywienia jednej osoby potrzeba około 0,24 ha. Przy diecie planetarnej wystarczyłoby 0,19 ha. Przy populacji liczącej około 825 tys. mieszkańców różnica przekłada się na ponad 41 tys. ha dodatkowej ziemi, której nie trzeba by uruchamiać, gdyby jadłospis był bliższy zaleceniom.

Farma miejska i ogrody na dachach zaczynają zmieniać reguły gry

W rozmowie wraca też Wrocławska Farma Miejska – projekt, który łączy miasto i Uniwersytet Przyrodniczy przy produkcji zdrowej, lokalnej i sezonowej żywności. To nie jest wielka farma, która samodzielnie nakarmi metropolię. Jej znaczenie leży gdzie indziej: w skracaniu dostaw, edukacji i budowaniu zaplecza na czasy, gdy łańcuchy dostaw się rwią.

Z projektu korzystają różne grupy mieszkańców. Jedni zdobywają nowe kompetencje zawodowe, inni dostają warzywa do placówek oświatowych albo posiłki dla seniorów. W praktyce oznacza to, że żywność przestaje być tylko produktem, a staje się narzędziem polityki miejskiej – łączącym zdrowie, rynek pracy i bezpieczeństwo.

Wrocław rozgląda się też za kolejnymi rozwiązaniami: ogrodami społecznymi, uprawami na dachach czy food forest, czyli jadalnymi lasami z leszczyną, krzewami owocowymi i grzybami. Tego typu pomysły nie zastąpią wielkiego rolnictwa, ale rozkładają ciężar produkcji na więcej miejsc i ludzi. A właśnie o to chodzi w mieście, które chce być mniej zależne od zewnętrznych dostaw i bardziej odporne na kryzysy – od wojny po blackout czy pandemię.

Nad tym wszystkim wisi jeszcze jedno zdanie, które w rozmowie wybrzmiewa najmocniej: nie jesteśmy sami przy wspólnym stole. Im bardziej codzienna dieta zbliża się do modelu opartego na roślinach, tym mniejszy ślad zostaje po jedzeniu – i tym większa szansa, że Wrocław będzie mógł w przyszłości polegać bardziej na sobie.

na podstawie: Urząd Miasta Wrocław.