[PIŁKA NOŻNA] Śląsk Wrocław – Znicz Pruszków 2:2 w Betclic 1. lidze – remis po meczu pełnym zwrotów na Tarczyński Arenie

[PIŁKA NOŻNA] Śląsk Wrocław – Znicz Pruszków 2:2 w Betclic 1. lidze – remis po meczu pełnym zwrotów na Tarczyński Arenie

Śląsk Wrocław zremisował ze Zniczem Pruszków 2:2 w 29. kolejce Betclic 1. ligi, a wynik ten najlepiej oddaje sobotnie przedpołudnie na Tarczyński Arenie. Było trochę wzruszenia, sporo emocji i spory niedosyt we Wrocławiu, bo gospodarze dwukrotnie musieli odrabiać straty i choć dopięli swego, to z boiska zeszli z poczuciem, że okazja na pełną pulę uciekła.

Zanim padł pierwszy gwizdek, stadion zatrzymał się na chwilę. Minuta ciszy była hołdem dla Jacka Magiery, a piłkarze Śląska wyszli na murawę w czarnych trykotach. Potem, w 19. minucie i 47. sekundzie, trybuny oddały mu kolejny, bardzo wyrazisty salut. W takich momentach futbol schodzi na drugi plan, ale zaraz wraca, bo mecz sam prosił się o opowiedzenie. Prowadził go P. Idzik, a na boisku od początku nie brakowało nerwów.

Znicz uderzył pierwszy, a Śląsk od razu musiał gonić

Na papierze faworyt był oczywisty. Śląsk, drugi w tabeli z 51 punktami, podejmował Znicz z 16. miejsca i dorobkiem 24 oczek. Tyle że w sobotę różnica w tabeli długo nie przekładała się na wynik. Goście już w 5. minucie znaleźli sposób na gospodarzy, a D. Bak otworzył spotkanie i wywołał na stadionie pierwszą falę zaskoczenia.

Wrocławianie odpowiedzieli w 31. minucie. Y. Matsenko doprowadził do wyrównania i wydawało się, że mecz zaczyna układać się po myśli Śląska. Tyle że radość trwała krótko. Znicz nie spuścił głowy, a pięć minut później J. Jach znów dał prowadzenie przyjezdnym. To było trafienie, które długo zostaje w pamięci, bo miało w sobie i siłę, i odwagę, i sporą dawkę piłkarskiej jakości.

Do przerwy było więc 1:2 i wrocławscy kibice mogli mieć prawo do lekkiego niepokoju. Gospodarze mieli za sobą serię dobrych wyników, bo ich forma przed tym spotkaniem wyglądała solidnie, ale tym razem Znicz skutecznie rozbijał rytm i nie pozwalał Śląskowi złapać pełnej kontroli.

Po przerwie wyrównanie wróciło, ale brakowało już ostatniego ciosu

Po zmianie stron Śląsk ruszył z większą energią i w 52. minucie dopiął swego. M. Rosiak trafił na 2:2 i znów zrobiło się ciekawie. Wrocławianie poczuli, że mecz da się jeszcze przechylić, bo tempo po wyrównaniu nie wyraźnie spadło, a gra stała się bardziej otwarta.

Na ławce gospodarzy pojawiły się kolejne pomysły na odświeżenie ofensywy. Z boiska zeszli między innymi P. Banaszak i K. Kurowski, a trener próbował szukać nowych impulsów również w końcówce, gdy Murawa Tarczyński Areny zaczęła coraz mocniej należeć do emocji niż do czystej taktyki. Znicz odpowiadał zmianami, pilnował organizacji i nie pozwolił Śląskowi na serię klarownych sytuacji.

Ostatecznie wynik już się nie zmienił. Dla gospodarzy to remis, który smakuje raczej jak dwa stracone punkty niż jedno zdobyte oczko, zwłaszcza przy własnym stadionie i przy pozycji wicelidera. Z drugiej strony, po takim początku i przy takim przebiegu meczu, dopisanie choćby punktu też trzeba było wywalczyć. We Wrocławiu zostaje więc mieszanka niedosytu i uznania za to, że zespół potrafił dwa razy wrócić do gry.

Śląsk WrocławStatystykaZnicz Pruszków
2Gole2