Od trzech maszyn do własnej szwalni. Wrocławska marka świętuje dekadę

Od trzech maszyn do własnej szwalni. Wrocławska marka świętuje dekadę

FOT. Urząd Miasta we Wrocławiu

Zaczęło się od marzenia i trzech maszyn ustawionych w rodzinnym salonie. Dziś Bombshe ma własną szwalnię we Wrocławiu, niemal 20 osób w zespole i dziesięć lat historii za sobą. To opowieść o modzie, która nie goni sezonowych fajerwerków, tylko cierpliwie buduje zaufanie.

  • Jak z ryzyka i trudnego startu narodziła się wrocławska marka
  • Własna szwalnia we Wrocławiu stała się sercem całej produkcji
  • Ubrania mają służyć latami, a nie tylko do następnego sezonu

Jak z ryzyka i trudnego startu narodziła się wrocławska marka

Za Bombshe stoją Katarzyna Heider-Pryjma i Marcin Pryjma. Zanim zdecydowali się na własną firmę, łączyli etatową pracę we Wrocławiu z weekendami spędzanymi w Warszawie . Pomysł na markę dojrzewał długo, ale prawdziwy przełom przyniósł trudny czas związany ze zdrowiem Marcina. Po rehabilitacji para uznała, że nie chce już odkładać planów na później.

„Uznaliśmy, że musimy coś zmienić. Postanowiliśmy zaryzykować i zacząć działać” – mówi Marcin Pryjma.

Katarzyna Heider-Pryjma przyznaje, że moda była w jej życiu obecna od dzieciństwa. Rysowała projekty ubrań od lat i jak się okazuje, to marzenie nie było chwilową zachcianką, lecz czymś, co rosło razem z nią. W praktyce start okazał się jednak znacznie bardziej surowy, niż mogli zakładać.

Pierwsza kolekcja powstawała poza ich własnym zapleczem, u podwykonawcy w Łodzi . Zamiast udanego debiutu przyszło opóźnienie, kłopoty z rozmiarami i rozczarowanie jakością. Część ubrań sprzedano, część rozdano. Dla młodej firmy była to bolesna lekcja, ale też moment, w którym zapadła decyzja o budowaniu wszystkiego po swojemu.

„Chcieliśmy być w 100 proc. samowystarczalni” – podkreśla Katarzyna Heider-Pryjma.

Własna szwalnia we Wrocławiu stała się sercem całej produkcji

Dziś kolekcje Bombshe powstają od projektu aż po gotowy produkt we własnej pracowni we Wrocławiu. To oznacza pełną kontrolę nad każdym etapem pracy – od konstrukcji, przez krojenie materiału, po szycie i końcową ocenę jakości. Dla klientów to często niewidoczny szczegół, ale dla marki właśnie on decyduje o tym, czy ubranie przetrwa dłużej niż jeden sezon.

Na początku był mały stół i trzy maszyny, później kolejne zakupy, nowe osoby do szycia i stopniowe rozbudowywanie zaplecza. Właściciele podkreślają, że nie korzystali z inwestorów ani dotacji. Rozwój opierali na pracy własnej, rodzinnej pomocy i konsekwencji. Z czasem Bombshe urosła do firmy zatrudniającej niemal 20 osób.

„Od nici, przez guziki i zamki, aż po kartony” – mówi Marcin Pryjma, opisując współpracę z polskimi producentami.

Firma stawia przede wszystkim na krajowych dostawców. Wyjątkiem są swetry szyte w Pabianicach, gdzie korzysta się z odpowiednich maszyn dziewiarskich. Reszta procesu pozostaje mocno związana z Wrocławiem. Dla założycieli ważny jest także zespół. Mówią o zaufaniu do pracownic szwalni i butiku oraz o tym, że to właśnie ludzie nadają tej marce rytm.

Ubrania mają służyć latami, a nie tylko do następnego sezonu

Bombshe od początku idzie w stronę garderoby kapsułowej. W kolekcjach dominują klasyczne kroje, spokojna paleta barw i ubrania, które można zestawiać na wiele sposobów. To oferta kierowana do kobiet aktywnych zawodowo, ale też do tych, które chcą kupować rzadziej, za to rozsądniej. Marka nie ukrywa, że słucha swoich klientek i często to właśnie one podsuwają pomysły na kolejne modele.

„Pokazujemy, jak budować garderobę, w której jedno ubranie można wykorzystać na wiele sposobów” – tłumaczy Katarzyna Heider-Pryjma.

Dziś około 90 proc. sprzedaży odbywa się przez sklep internetowy, ale ubrania można też kupić stacjonarnie we Wrocławiu, w butiku przy ul. Wita Stwosza. Właściciele przyznają, że myślą o kolejnym adresie, a na horyzoncie pojawia się Warszawa, gdzie mają najwięcej klientów. To jednak plan wymagający czasu i dużego budżetu, więc na razie firma trzyma się sprawdzonego kursu.

Ważna jest też strona odpowiedzialnej produkcji. Szalnia korzysta z energii z paneli fotowoltaicznych, pracuje na energooszczędnych maszynach, a z resztek materiałów powstają między innymi gumki i opaski. Ubrania z drobnymi skazami trafiają na sample sale, a przesyłki nie są pakowane w plastik. Po dziesięciu latach Bombshe wciąż rozwija się na własnych zasadach – lokalnie, spokojnie i z wyraźnym naciskiem na jakość.

na podstawie: UM Wrocław.

Ilustracja wykorzystana w artykule została pobrana z zewnętrznego źródła (Urząd Miasta we Wrocławiu). W przypadku zastrzeżeń dotyczących praw do zdjęcia prosimy o kontakt.