Pożar w koszarach postawił Wrocław na nogi. To były tylko ćwiczenia

Pożar w koszarach postawił Wrocław na nogi. To były tylko ćwiczenia

W koszarach 10 Wrocławskiej Brygady Łączności poranny spokój przecięły dym, syreny i pośpiech. Przez moment wszystko wyglądało tak, jakby ogień naprawdę wymknął się spod kontroli. W ruch poszły procedury, ewakuacja i strażackie wozy, a cały scenariusz miał jeden cel – sprawdzić, czy w chwili zagrożenia ludzie zareagują bez zwłoki.

  • Meldunek o ogniu uruchomił koszary i służby
  • Strażacy weszli do akcji tak, jak przy prawdziwym pożarze
  • Kurtyna wodna zrobiła największe wrażenie

Meldunek o ogniu uruchomił koszary i służby

Poranny apel i wojskowa rutyna nie trwały długo. Do oficera dyżurnego dotarła informacja, że podczas prac remontowych ekipa budowlana zaprószyła ogień, a płomienie zaczęły się szybko rozchodzić. W takich miejscach każda minuta liczy się podwójnie, dlatego natychmiast uruchomiono procedury awaryjne.

Powiadomiono dowódcę brygady i Państwową Straż Pożarną. Z koszar wyprowadzano żołnierzy, pracowników cywilnych i sprzęt wojskowy. To właśnie ten etap najczęściej decyduje o tym, czy pozornie lokalny incydent nie zamieni się w poważniejszy kryzys.

Strażacy weszli do akcji tak, jak przy prawdziwym pożarze

Na miejscu szybko pojawiły się zastępy straży pożarnej. Rozwinięto linie wężowe, rozpoczęto gaszenie ognia i jednocześnie ewakuowano osoby, które miały znajdować się w zadymionych pomieszczeniach. Wsparcia udzielała także wojskowa grupa zabezpieczenia medycznego.

„Dzisiejsze ćwiczenia były doskonałym sprawdzianem obowiązujących procedur” – ocenił płk Artur Gołombniak, zastępca dowódcy 10 Wrocławskiej Brygady Łączności.

Strażacy nie odpuszczali ani na moment, choć dopiero po dotarciu na miejsce okazało się, że ogień był tylko elementem scenariusza. Jeden z uczestniczących w akcji funkcjonariuszy podkreślał, że do samego końca nie było wiadomo, co dokładnie ma się wydarzyć. Takie szkolenia – jak zaznaczył – są stałym elementem współpracy wojska i straży.

Kurtyna wodna zrobiła największe wrażenie

Na końcu zostało to, co w ćwiczeniach najważniejsze – wnioski. Pracownicy cywilni zwracali uwagę przede wszystkim na tempo działań i na kurtynę wodną, która szybko odcięła ogień oraz ograniczyła jego rozprzestrzenianie. W realnym zagrożeniu właśnie taka reakcja może przesądzić o skali strat i czasie potrzebnym do opanowania sytuacji.

Całość przebiegła zgodnie z wcześniej przygotowanym scenariuszem. Dla 10 Wrocławskiej Brygady Łączności i strażaków z Wrocławia to nie był pokaz pod publiczkę, lecz sprawdzian gotowości. A dla miasta – przypomnienie, że bezpieczeństwo w takich obiektach nie bierze się z deklaracji, tylko z regularnego treningu.

na podstawie: Urząd Miasta we Wrocławiu.