Na Oporowskiej i Placu Solnym Wrocław wrócił do pamięci o Smoleńsku

Na Oporowskiej i Placu Solnym Wrocław wrócił do pamięci o Smoleńsku

Wrocław tego dnia mówił ciszej niż zwykle. Kwiaty i znicze pojawiły się najpierw przy Oporowskiej, a potem na Placu Solnym, gdzie pamięć o ofiarach smoleńskiej katastrofy wróciła do dwóch ważnych punktów miasta. Minęło 16 lat od poranka, który zatrzymał lot do Katynia i na trwałe wpisał się w polską historię. W centrum były nie wielkie deklaracje, ale nazwiska, twarze i zwykły ludzki obowiązek pamiętania.

  • Na Oporowskiej zapłonęły znicze pod tablicą Jerzego Szmajdzińskiego
  • Wspomnienia wróciły nagle, razem z pierwszymi wiadomościami z tamtego dnia
  • Na Placu Solnym pamięć wróciła do Aleksandry Natalii-Świat

Na Oporowskiej zapłonęły znicze pod tablicą Jerzego Szmajdzińskiego

Dokładnie o 8.41 rozpoczęły się wrocławskie obchody przy tablicy upamiętniającej Jerzego Szmajdzińskiego na stadionie przy Oporowskiej 62. Właśnie wtedy 10 kwietnia 2010 roku samolot z delegacją lecącą na uroczystości do Katynia rozbił się pod Smoleńskiem. Na pokładzie Tu–154 było 96 osób – od prezydenckiej pary, przez ministrów i parlamentarzystów, po przedstawicieli służb i załogę.

Miejsce przy Oporowskiej nie było przypadkowe. To tam Fundacja im. Jerzego Szmajdzińskiego co roku zbiera ludzi, dla których jego nazwisko nie jest tylko hasłem z kroniki, lecz częścią osobistej i politycznej pamięci. Tego dnia pojawiły się wieńce, znicze i chwila skupienia, bez pośpiechu i bez scenicznego rozmachu.

„Jesteśmy tutaj co roku, bo uważamy, że należy kultywować pamięć tej wielkiej katastrofy” – mówił dr Wojciech Fedyk, członek zarządu Fundacji im. Jerzego Szmajdzińskiego.

Fundacja nie ogranicza się do rocznicowych spotkań. Z jej działań korzystają dzieci i młodzież potrzebujące wsparcia, a także studenci. W planach jest też książka poświęcona Szmajdzińskiemu, przygotowywana pod redakcją profesora Jaskierni. Dzięki takim inicjatywom pamięć o byłym ministrze nie zamyka się w jednym dniu w roku, ale pozostaje związana z konkretną pomocą dla młodszych pokoleń.

Wspomnienia wróciły nagle, razem z pierwszymi wiadomościami z tamtego dnia

Po godzinie dziesiątej przy tablicy pojawili się także radni miejscy, przedstawiciele władz województwa i osoby związane z Jerzym Szmajdzińskim. Wśród nich był Dominik Kłosowski z Nowej Lewicy, który wrócił pamięcią do chaosu sprzed lat, gdy przez kraj przechodziły sprzeczne informacje o rozbitym samolocie i skali tragedii.

„Jerzy był też bardzo fajnym człowiekiem – spokojnym, wyważonym” – powiedział Dominik Kłosowski.

Radny wspominał, że tamten dzień zaczął się od niepewności, serii telefonów i narastającego poczucia, że wydarzyło się coś niewyobrażalnego. Dopiero potem przyszła pewność, że na pokładzie był także Szmajdziński – wicemarszałek Sejmu, poseł siedmiu kadencji, dolnoślązak i wrocławianin. Dla wielu obecnych tego dnia przy Oporowskiej właśnie ten ludzki wymiar pamięci był najważniejszy: nie tylko nazwisko polityka, ale człowiek, którego znali z codziennych relacji.

Na Placu Solnym pamięć wróciła do Aleksandry Natalii-Świat

Drugie miejsce wrocławskich uroczystości znalazło się na Placu Solnym, pod tablicą poświęconą Aleksandrze Natalii-Świat. Pochodząca z Obornik Śląskich posłanka, wiceprezes Prawa i Sprawiedliwości, została wspomniana przez sympatyków, przedstawicieli Solidarności i własnego męża, posła Jacka Świata. Przy tablicy znów pojawiły się kwiaty, a atmosfera była równie skupiona jak na Oporowskiej.

„Człowiek żyje tak długo, jak żyje pamięć o nim” – powiedział Jacek Świat.

Podczas uroczystości przypomniano, że była oddana Polsce, Solidarności i Niezależnemu Zrzeszeniu Studentów, które współtworzyła. Właśnie takie osobiste świadectwa sprawiają, że rocznice katastrofy smoleńskiej we Wrocławiu nie są tylko formalnym gestem. Stają się spotkaniem z historią opowiedzianą przez tych, którzy nadal niosą ją w sobie – na Oporowskiej, na Placu Solnym i w pamięci miasta.

na podstawie: UM Wrocław.